Muzyka… Czy sposób, w jaki jej słuchamy ma znaczenie?

0

Poranek. Kawa, szybkie śniadanie, może kilka minut przed telewizorem. Wychodzicie do pracy, szkoły. Co dalej…? Słuchawki w uszy, czy może radio w samochodzie?

Muzyka towarzyszy nam każdego dnia, jednak czy zastanawialiście się kiedyś, w jaki sposób jej słuchacie? Ile czasu przeznaczacie na jej aktywne słuchanie, a jak często jest po prostu nie do końca świadomym tłem dla wykonywanych codziennie czynności?

Według sondażu przeprowadzonego przez Instytut Nielsena, statystyczny Amerykanin spędza 25 godzin tygodniowo na słuchaniu muzyki, z czego prawie 75 % ankietowanych uważa, że słucha jej aktywnie. Najczęściej muzyki słuchamy w aucie (ok 25%), w pracy (15%) i podczas czynności domowych (kolejne 15%). Oznacza to, że tak naprawdę ponad połowa czasu poświęconego na słuchanie odbywa się w tle, podczas wykonywania rzeczy bardziej pochłaniających naszą uwagę.

Podczas gdy technologia nieustannie idzie do przodu, przełamując coraz to nowe granice i bariery, czas jaki poświęcamy na świadome zagłębianie się w media robi się coraz krótszy i rzadszy. Rodziny wspólnie oglądają telewizję, jednocześnie gdzieś obok trzymając własne mini źródło relaksu i zabawy – telefon, tablet itp. Mimo tak łatwego dostępu do rozrywki, zastanówcie się, jak często siadacie w fotelu czy na kanapie i z pełną intencją wkładacie do odtwarzacza płytę myśląc: “O tak, dzisiaj mam ochotę posłuchać właśnie tego!”?

Audiofile gromadzący niezliczone ilości najwyższej jakości sprzętu audio i płytoteki, powoli odchodzą w przeszłość, ustępując miejsca wygodzie i łatwiejszemu dostępowi do muzyki. Podczas gdy telewizja czy serwisy video dążą do uzyskania coraz większych rozdzielczości, wierności obrazu, ostrości itd., znaczna część społeczeństwa zadowala się faktem przesuwania jakości dźwięku w kierunku rozdzielczości niższej niż materiał źródłowy, czyli ten, który został stworzony przez artystę i zarejestrowany w studio. W końcu im większa kompresja, tym więcej utworów zmieści się na nośniku czy w telefonie, prawda?

Na szczęście dochodzimy do punktu, w którym cena pamięci masowej jest na tyle przystępna, żeby ludzie zaczęli zwracać większą uwagę na jakość słuchanej przez siebie muzyki. Serwisy streamingowe, jak iTunes, Amazon czy Spotify dostarczają muzykę skompresowaną (256 kb/s w formacie AAC w iTunes, 320 kb/s w Spotify). Porównajcie to ze standardem CD (mimo, iż ciężko uznać je za synonim wysokiej jakości) o prędkości 1411 kb/s. Albo idąc dalej – z dźwiękiem w rozdzielczości Hi-Res, gdzie 24-bitowy plik nagrany w 192 kHz przesyła się z prędkością 9216kb/s – to ponad 6x większa jakość, niż płyta CD.

Po co to skupianie się na liczbach? W przeciwieństwie do ciągle udoskonalanego video, jakość dźwięku nie wydaje się mieć tego samego priorytetu, a duża część tego wydaje się być związana ze sposobem, w jaki słuchamy muzyki. Jasne, dobra piosenka to dobra piosenka. Sporo z Was pamięta pewnie, jak wsadzało ulubioną kasetę do starego jamnika. Trzeszczało, brumiło, ale – to dopiero była muzyka! Obecnie artyści i inżynierowie dźwięku starają się produkować (choć samo to słowo brzmi dziwnie) muzykę w taki sposób, by przywołać właśnie to uczucie.

Ciągłe rozprzestrzenianie się nadmiernie skompresowanych nagrań, tanie słuchawki i ogólna mobilność muzyki może i sprawia, że ​​łatwo możemy posłuchać swoich ulubionych artystów, ale czy tak naprawdę czujecie tą muzykę w każdej komórce swojego ciała? Czy spłynie ona na Was, niczym miód na duszę, ciesząc każdą nutą? A może warto poświęcić kilkanaście minut w tygodniu, zebrać grono bliskich przyjaciół, włożyć do swojego odtwarzacza, który nie musi być warty setki tysięcy złotych, ukochaną płytę i poświęć jej całą swoją uwagę? Z własnego doświadczenia wiem, że nawyki ciężko zmieniać ale uwierzcie mi, że warto!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here