PORADNIK: Jak nagrywać i miksować gitarę?

0

Jak brzmi gitara wszyscy wiedzą. Jak powinna zabrzmieć w miksie utworu w towarzystwie innych instrumentów i wokalu? To już sprawa bardziej skomplikowana…

Dziś mamy dla Was ciekawy poradnik, przygotowany przez specjalistów z firmy Audiostacja, którego treść prezentujemy poniżej:

JAK NAGRAĆ GITARĘ ELEKTRYCZNĄ, UNIKNĄĆ MASKOWANIA WOKALU, DODAĆ EFEKTY?

Miks partii gitarowych podlega standardowym regułom (głównie w fazie korekcji częstotliwościowej) oraz zagadnieniom, które wynikają ze specyfiki instrumentu strunowego i jego roli w danym utworze.A żeby było trudniej, sprawy przedstawiają się nieco inaczej w przypadku gitar elektrycznych. W tym wypadku poza dźwiękiem wprost ze strun mamy całą masę bałaganu powstałego w wyniku “okrutnych” działań wzmacniaczy i efektów gitarowych.

Nagranie

Zacznijmy od samego nagrania. Na brzmienie zestawu, jakim jest gitara, wzmacniacz, efekty i głośnik ma wpływ wiele zmiennych, ponieważ poza samą ścieżką sygnałową do głosu dochodzi pomieszczenie i zastosowanego mikrofonu. Oczywiście istnieje coś takiego, jak nagranie bezpośrednie, ale przecież to nie to samo.

Tutaj ważny wtręt. Myślenie o idealnym nagraniu kojarzy nam się z powyższym układem: sprzęt + pokój. I wielu chętnych stwierdzi, że tylko taki sposób rejestracji ma sens. Jednak warto wziąć po uwagę kilka spraw.

Aby porządnie nagrać gitarę w tradycyjny sposób, poza dobrej jakości sprzętem i dobrze przygotowanym pomieszczeniem, musimy posiadać sporą wiedzę o wpływie poszczególnych elementów na ostateczne brzmienie. To nie tylko brzmieniowe cechy takiego czy innego wzmacniacza, ale też na przykład odległość mikrofonu od głośnika czy kąt, pod którym jest ustawiony, a nawet oś względem membrany głośnika. Do tego zmiana brzmienia wymaga zmiany sprzętu, a to rodzi koszty. Dlatego jeśli nie jesteśmy specjalistami, nie damy rady zrobić tego dobrze – podobnie zresztą jak w przypadku nagrywania wokalu czy perkusji.

Zdajmy się więc na technologię!
Oczywiście chodzi o emulacje. Poziom oraz dojrzałość cyfrowych emulacji wzmacniaczy, głośników czy pomieszczeń jest znakomita. Dobry plugin zapewni prawie idealne odwzorowanie całych łańcuchów sygnałowych i ich drastyczną zmianę za jednym kliknięciem myszki. Dodatkowym atutem jest oczywiście możliwość dobrania wszystkich parametrów już po nagraniu, a także połączenie dwóch lub więcej układów lub ich zmianę dla różnych części utworu. Dzięki temu poświęcimy czas na porządne wykonanie i niezwłoczne skupienie się na miksie.

Korekcja częstotliwościowa

Miks gitar elektrycznych to przede wszystkim stara dobra korekcja częstotliwościowa.
„Wciśnięcie” gitary w miks jest sporym wyzwaniem, ponieważ surowe nagranie zawiera niemal pełne spektrum częstotliwości i na pewno nie będziemy potrzebować ich wszystkich. Oczywiście konkretne ustawienie zależy do pewnego stopnia od roli danej partii, ale pewne zagadnienia są uniwersalne.

Gitara potraktowana silnym przesterem zawiera dużo energii w środkowym paśmie. Jest to szczególnie ewidentne przy partiach rytmicznych i harmonicznych, czyli przy graniu akordów. Więc może to być dla nas pewna wskazówka, ponieważ elementy zapewniające podstawę harmoniczną raczej nie są zbyt potrzebne w dole lub w wysokiej górze. Wyjątek stanowią oczywiście nuty basowe. Wyzwaniem będzie znalezienie miejsca dla gitar w taki sposób, aby nie kolidowały (maskowały) z partiami solowymi i wokalnymi.

Na początek warto pozbyć się niskiego dołu. Zasada mówiąca, że wszystko poniżej 80 Hz nie jest potrzebne, sprawdza się także w tym przypadku.

Czasem możemy pokusić się o pójście wyżej (100, nawet 200 Hz), ale wszystko zależy od konkretnego przypadku. Jeśli przy manipulowaniu EQ poczujemy, że gitar zrobiło się „zbyt mało”, cofamy nieco filtr górnoprzepustowy.
Również w przypadku „power chords”, gdzie gitara odpowiada za riff stanowiący również charakterystyczny element utworu, musimy ostrożnie traktować osłabianie niższego pasma, a nawet pokusić się o lekkie podbicie okolic 100 Hz (pamiętając, aby nie walczyć zbytnio z basem, jeśli jest on również obecny).

Głównym obszarem zainteresowania będzie pasmo środkowe. Mowa tu o dość szerokim zakresie leżącym pomiędzy 800 Hz i 3 kHz. Najniższy zakres odpowiada za wypełnienie harmoniczne i jest stosunkowo łatwy do opanowania. Najtrudniejsze może okazać się pasmo w okolicach 2–2,5 kHz. To w ogóle trudne pasmo, bo leży dokładnie w zakresie ludzkiej mowy, a w zasadzie jej zrozumiałości. I to właśnie na te częstotliwości nasz słuch reaguje najsilniej.
Dlatego nawet drobne różnice w poziomie skutkują dużą zmianą w percepcji. A więc nawet niewielki błąd w ocenie będzie skutkować zbyt mdłym lub zbyt ostrym brzmieniem. Warto posłuchać nawet bardzo brutalnej i ciężkiej muzyki metalowej. Choć w założeniu jest „nieprzyjemna”, partie gitarowe są… cóż… po prostu OK – ani za słabe, ani za „spiczaste”. To właśnie umiejętna praca z zakresem 2–3 kHz.

Wysokie pasmo (4 kHz w górę) traktujemy podobnie jak na przykład wokal.
Zakres 4,5–5,5 kHz odpowiada za przebicie się w miksie, więc jeśli gitary pełnią funkcję towarzyszącą, lepiej nie przesadzać. Z kolei wszystko powyżej 6 kHz to kwestia estetyki i smaku – znowu podobnie jak w głosie.
Dodanie góry może skutkować nieprzyjemnymi harmonicznymi, ale może też podkreślić energię płynącą z danej partii, więc jedynym sposobem jest eksperymentowanie i nieustanne porównywanie do nagrań referencyjnych utrzymanych w podobnej stylistyce.

Należy pamiętać, że słuch się męczy i im dłużej miksujemy, tym więcej dodajemy góry.

Kompresja

Kolejnym obowiązkowym elementem przy miksie jest kompresja.
Ale na wstępnie pojawia się bardzo ważna uwaga. W przypadku wokalu kompresja jest w zasadzie obowiązkowa i czasem wieloetapowa, bo wokal jest instrumentem o ogromnej rozpiętości dynamicznej.
W przypadku gitar elektrycznych kompresja wydarzyła się dużo wcześniej! W końcu przester to kompresja doprowadzona do ekstremum. Przez obcinanie szczytów sygnału dokonujemy nie tylko jego zniekształcenia, ale również ogromnego ograniczenia dynamiki, czyli różnicy między głośnymi i cichymi dźwiękami. Wystarczy uświadomić sobie, że dźwięk z przesteru trwa niemal stale, a przecież struna drga coraz słabiej. To przecież stara dobra kompresja.

Włączanie kompresora dla samego faktu nie ma więc większego sensu. Czasem oczywiście może się przydać, jeśli niektóre nuty wyskakują ponad ważniejsze elementy miksu, ale często lepiej załatwić to automatyką.

Natomiast kompresor na pewno przyda się w kształtowaniu dynamicznym dźwięków z elementami wyraźnego ataku (na przykład pick guitar), gdzie początkowy transjent może być podkreślony, aby wzmocnić element rytmiczny, bądź osłabiony.
Aby uzyskać to drugie, należy ustawić kompresor na krótki atak (aby „zdążył” zadziałać) i ewentualnie skrócić wybrzmiewanie (Release), aby wydłużyć nieco każdą nutę.
W celu podkreślenia rytmiki atak kompresora powinien być nieco wolniejszy, aby „przepuścił” pierwszy transjent. Możemy też wydłużyć Release, aby nuta nabrała bardziej perkusyjnego charakteru. Powyższe czynności można też wykonać, posługując się procesorem transjentów (Transient Designer), więc warto poeksperymentować.

We współczesnej muzyce, wiele partii instrumentalnych nagrywa się kilkukrotnie, a następnie nakłada na siebie, aby wzmocnić brzmienie.
Nie inaczej jest z gitarami, szczególnie rytmicznymi i harmonicznymi. Jeśli ich rola jest wybitnie akompaniująca, powinniśmy odsunąć je od nurtu głównego i umieścić na skrajnych stronach panoramy stereo. Uzyskamy wtedy przynajmniej dwie korzyści. Jedna to ładne wypełnienie przestrzeni. Druga to brak konfliktu z instrumentem melodycznym lub wokalem, nawet jeśli ich mocne punkty będą występować w tym samym zakresie częstotliwości.
Generalnie wielu producentów nie docenia tego prostego triku: jeśli nawet nie zależy nam na dużej szerokości miksu, umieszczanie niewspółpracujących brzmień w różnych miejscach panoramy uwalnia nas od męczących problemów typu maskowanie.

Dodanie efektów

Wisienką na torcie są niewątpliwie efekty.
Pierwszą czynnością powinno być usadowienie gitar w określonej wirtualnej przestrzeni, do czego najczęściej użyjemy pogłosu. Zazwyczaj wystarczy krótki Room lub Ambience, który doda trochę powietrza oraz lekko cofnie gitary, aby znalazły się nieco za wokalem lub instrumentem solowym. Jak zwykle kluczem jest umiar. 🙂

Jeśli zaczynamy słyszeć efekt sam w sobie, cofnijmy się nieco. Nie chcemy słyszeć pogłosu, chcemy stworzyć trzeci wymiar.
Inne efekty, jak delay, są już z gatunku kreatywnych, chociaż bardzo wielu realizatorów stosuje krótkie delaye zamiast pogłosu, co ma podobny efekt przy większej kontroli. Najczęściej mówimy tu o wartościach 100–200 ms, więc w odbiorze jest to bardziej krótki pogłos niż powtórzenie. Przy partiach rytmicznych pięknie sprawdzi się Slap Delay zsynchronizowany z tempem utworu, ale oczywiście wartości szesnastkowe czy ósemkowe (także w odmianach triolowych czy duolowych) są mile widziane.

Pozostałe rodzaje efektów, choćby modulacyjne (chorus, flanger) to już ewidentnie efekty kreatywne i zależą od koncepcji producenta.

Podsumowanie

Rejestrowanie i miksowanie partii gitarowych jest łatwiejsze, niż nam się często wmawia, a wszystko to dzięki dostępnej technologii cyfrowej. Oczywiście puryści będą na to kręcić nosem i takie ich prawo, ale w warunkach domowych nie mamy potrzeby wysilać się na rozbudowane setupy. Ważne, żeby porządnie zagrać!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here