Stali czytelnicy pewnie już dawno zorientowali się, że jestem starym, zgnuśniałym fanem, wręcz maniakiem Metallica. Przez wiele lat próbowałem zgłębić tajniki ich gry, ich instrumentów i fenomenu płyt sprzedanych w milionach egzemplarzy. Dziś na tapecie brzmienie i…

Mniej więcej od roku 1991, nieprzerwanie trwa pościg za brzmieniem, jakie zaprezentował nam de facto człowiek legenda, który poprowadził zespół w kierunku przez jednych krytykowany, a przez innych doceniany. Mowa nie o którymś z członków zespołu, a o producencie, czyli o gościu który zwie się Bob Rock.

Wujek Bob

Bob_Rock_uptone
Bob Rock – niczym wojownik, wywalczył szacunek i posłuch u samego Larsa Ulricha

Kiedy rozpoczął współpracę z Metallica, dokonał jednej diametralnej zmiany. Zmusił, a raczej przekonał członków zespołu do zmiany myślenia o brzmieniu. Thrash Metal miał się teraz stać czymś innym, trochę cięższym, bardziej ubasowionym, ale i ludzkim.
Przede wszystkim dowolność instrumentalna przeszła do lamusa. Od teraz wszyscy muzycy mieli skupić się nie tylko na ulubionych instrumentach, ale przede wszystkim na ich brzmieniu. I tak do gry weszła firma ESP Guitars, która niemal zupełnie zmonopolizowała brzmienie Metallica. W studio nagrań pojawiały się oczywiście inne instrumenty, takie jak Jacksony, Gibsony, Fendery, czy nawet Hagstromy. Jednak gitary te zdecydowanie należały do mniejszości wykorzystanej do nagrania legendarnego krążka Black Album.

Zapewne wśród was znajdą się tacy, którzy zbesztają z kaczą kupą wszystko to co znalazło się na słynnym czarnym krążku. Jednak nie zapominajmy, że wtedy właśnie ciężka muzyka weszła do szeroko pojętego mainstreamu. Tzw. metalowcy nie byli już postrzegani na ulicach jak zgraja brudnych kosmitów w długich włosach i koszulach flanelowych.
Bob Rock i jego wizja metalu w latach 90′ doprowadziła do tego, że patrzono na nas już nie z nienawiścią, a jedynie z politowaniem, co było nie lada zaszczytem ze strony społeczeństwa.
Może jedynie grasujący po ulicach polskich miast pseudo skini mieli ubaw z uganiania się za nami, ale tak szybko jak moda skinów weszła do Polski, tak równie szybko z końcem lat 90′ z Polski zniknęła – z czego, nie ukrywam, bardzo się cieszę.

Transformacja

Wracając jednak do brzmienia, które stało się ikoną innowacyjności w świecie muzyki ciężkiej, trzeba zadać sobie pytanie, czym tak naprawdę tego dokonano? Jakich środków użyto, by brzmienie gitar stało się cieplejsze, trochę niższe, ale i dużo bardziej akceptowalne dla ludzi spoza subkultury metalu.

Jedną z podstawowych przyczyn “usubtelnienia” brzmienia, było użycie różnego rodzaju nowych studyjnych technologii, które to w tamtym czasie było nie tak bardzo rozpowszechnione jak dzisiaj.
Komputery pełniące bazę brzmieniową nie były w zasadzie znane na szeroką skalę, a ich użycie stanowiło raczej odsetek całej wielokilometrowej ścieżki nagraniowej do późniejszego gotowego krążka. Dlaczego ścieżka liczona była w kilometrach? Gdyż większość albumów tamtych lat, nadal nagrywana była analogowo przy użyciu taśm. Oczywiście w późniejszej fazie, taśmy te lądowały gdzieś w zdigitalizowanej szafie, ale nie będę wymyślał, że wiem jak to wtedy działało. Jakoś to się działo – ale wiedzy nie mam, więc historykiem studyjnym nigdy nie będę…

Wróćmy wreszcie do instrumentarium. Ale zanim to zrobimy, posłuchajcie brzmienia jednego z najcięższych utworów Metallica, który stał się poniekąd wizytówką albumu – Sad But True

Nie wiem czy po raz pierwszy, pięćdziesiąty czy setny, ale Metallica obniżyła strój swoich gitar. I tak właśnie, w kawałku Sad But True, do gry weszła struna E obniżona do legendarnego D.
Sprawiło to oczywiście, że brzmienie zespołu znacznie się obniżyło, a i charkot sfuzowanych i przesterowanych gitar nie dawał o sobie zapomnieć.
To samo stało się z tempem utworów. Zapomniano na dłuższą chwile o synkopowanym werblu klepiącym “pod prąd” jak w utworach z płyty Kill ‘Em All.
Muzyka Thrash Metalowa zmieniła swoje oblicze i przekręcono ją o 180 stopni w drugą stronę. Do tego stopnia, że starzy fani mieli problem z określeniem czy nadal jest to metal, czy już Hard Rock – co było oczywiście mocno przesadzone.

W kontrze zatem, posłuchajcie jednego z utworów ze pierwszej płyty – Seek And Destroy

https://www.youtube.com/watch?v=J-tvJcTPxHc

ESP Guitars

Gdy na jaw wyszły pierwsze teledyski Metallica – One z płyty And Justice for All, czy balladka Nothing Else Matter, fani dowiedzieli się na czym tak naprawdę gra James.
Czarna lub biała, o dziwnym kształcie i jeszcze dziwniejszej opadającej główce gitara, której firma nikomu nic nie mówiła.
W erze magnetowidów, siedzieliśmy przed nagranym teledyskiem i próbowaliśmy uchwycić klatkę z widocznym napisem na główce.
ESP – co to do cholery jest?!
W sklepach tego nie uświadczyliśmy, w gazetach poświęconych naszej muzyce daremnie było również szukać takich informacji.
Era internetu miała dopiero nadejść, więc przez wiele lat zagadka nie pozostawała rozwiązana. Nikt nie trzymał ani tej, ani innej gitary z logo ESP w rękach.
Domniemywaliśmy jedynie, że instrument do tanich pewnie nie należy.

ESP_ExplorerMX250_uptone
ESP Explorer MX250. To właśnie dokładnie tę gitarę James wybrał jako swój ulubiony model podczas nagrywania Back Album. Legendarny instrument niemalże niedostępny w sieci

Pamiętajmy, że zespół Metallica nie należał wtedy do majętnych, toteż instrumenty ESP stanowiły dla producenta i członków zespołu nie lada wydatek. Gitara warta wtedy zapewne kilka tysięcy dolarów stanowiła tylko odsetek tych użytych do nagrania albumu.

Aktywnie w świat muzyki

Metallica stała się wtedy również ambasadorem jeszcze jednej mało znanej marki – EMG Pickups.
James ubóstwiał brzmienie aktywnych instrumentów. W erze, gdy gitary doładowywało się bateriami 9 V poprzyklejanymi na tył body musiały przejść do lamusa.
I to wtedy właśnie do rąk gitarzystów na całym świecie wpadły aktywne przetworniki firmy, której nazwa oczywiście nic nie mówiła.

Mimo tego, że firma EMG istniała od 1976 roku, znana była jedynie wąskiemu gronu gitarzystów, głównie z zachodniego wybrzeża USA – czyli dokładnie stamtąd skąd pochodzi Metallica. I to właśnie głównie za sprawą medialnego wystrzału Black Album’u, firma zaczęła notować ogromne zwyżki sprzedaży swoich aktywnych przetworników.

Nie ukrywajmy, wszystko to – a w zasadzie dopiero jedynie to co wymieniłem – miało już na starcie ogromny wpływ na brzmienie ówczesnej grupy Metallica, co kultywuje się do dnia dzisiejszego – z małymi wyjątkami jednak.
Gitary ESP pełniące główną rolę tak marketingowego sukcesu albumu, ale i rzeczywistego wpływu na brzmienie nie zmieniły się znacząco na przestrzeni tych niemalże 30 lat.

Od Explorer’a do Iron Cross’a

Gitary marki ESP w zasadzie zawsze mają coś zadziornego. Nawet modele Eclipse, których kształt nawiązuje formą do legendarnego Gibsona Les Paul, mają w sobie ogrom energii i agresywnych form. Chociażby sama główka, zdająca się delikatnie rozlewać nadaje instrumentom charakteru.

Gdy świat obiegły teledyski Metallica z Explorerem ESP, muzycy na całym świecie, ci młodzi i starzy, głównie z Europy środkowej i wschodniej, zobaczyli że instrumenty mogą mieć naprawdę fantazyjne kształty, gdy w zasadzie jedynym najdziwniejszym znanym w tamtych czasach był kształt gitary V – tzw. strzałki, znanej chociażby dzięki muzykom Acid Drinkers (oczywiście w późniejszych czasach).

Instrumenty ESP charakteryzowały się genialnym wykonaniem, ogromnymi cenami, ale i charakterem właśnie, którego tak bardzo brakowało w tamtych trudnych, choć ciekawych czasach.
Dziś jednak, również gitary Jamesa przeszły pewnego rodzaju ewolucje. I tak, z końcem mody na Black Album, fanów zszokowały kadry z nowej, w tamtym czasie, płyty Load.
Nagle oczom fanów ukazał się zespół, gdzie James pojawił się z obciętymi włosami z jakimś dziwnym gibsonowatym czymś. To były tak naprawdę początki Iron Cross’a, Eclipse i innych znanych dzisiaj modeli wypromowanych przez wielu naprawdę wielkich muzyków muzyki ciężkiej.
Dzisiaj na tapecie jest ESP VULTURE i podrasowany Snake Byte…

ESP_SnakeByte_Vulture_uptone
Dwa topowe modele gitar sygnowanych nazwiskiem Jamesa Hetfielda – Biały Snake Byte i czarny Vulture

Hebanowe podstrunnice, osprzęt Gotoh i oczywiście pickupy EMG. To wszystko stanowi swoiste sacrum, którzy wszyscy fani Metallica słyszą później na płytach – czasami gorszych, czasami lepszych.
Jednak Metallica na zawsze pozostanie legendą, choćby za sprawą Bob’a Rock’a, który otworzył muzykę metalową na świat. W dzisiejszych czasach, już nikt nie patrzy na długowłosych wyznawców metalu spode łba. Faktem jest, że fanów tego gatunku wydaje się być jak na lekarstwo, jednak mam nadzieję, że tak sama Metallica, jak i innego kapele w stylu Slayer, Antrax czy Megadeth pozostaną z nami na zawsze. I nawet jeśli zakończą już swoją działalność, to płyty i ich nagrania na długo zostaną w kanonie rewolucji muzycznej lat 90′.

Smutkiem napawa jednak fakt, że do dzisiaj taka firma jak ESP Guitars nie znalazła powodów do aktywności marketingowej w naszych szerokościach geograficznych.
I mimo tego, iż dystrybutor firmy znajduje się gdzieś w Europie zachodniej, to myślę, że tak ogromna i szanująca się firma powinna zaistnieć na naszym rynku.
Daję sobie łeb urwać przy samym tyłku, że fanów marki i klientów nie zabrakłoby w kraju nad Wisłą.

Jeśli jednak nie było wam dane zapoznać się z flotą instrumentów ESP, zapraszam na stronę producenta www.espguitars.com
Szkoda, że nie mogę podać linku do polskiego dystrybutora… no cóż, może kiedyś.
Zadziwia jednak fakt, że ktoś na Ukrainie postarał się i stworzył dział dystrybucji u naszego wschodniego sąsiada.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here