Wspomnienia z wakacji… czyli z życia realizatora dźwięku

0

Dzisiaj, krótkie ale bardzo miłe wspomnienie z corocznej imprezy, która odbywa się w gdańskim parku oliwskim – Festiwal Mozartiana. …jak co roku publiczność dopisała i o ile większość zasług przypada jak zwykle wykonawcom to za sukcesem całego projektu kryje się także ogromna praca realizatorów, obsługi i wszystkich związanych z organizacją imprezy.

W tym roku także miałem okazję i przyjemność spotkać się i porozmawiać z Przemkiem Pochylski, jednym z realizatorów dźwięku, który przy Mozartianie pracuje już od 5 lat. Zatem zaczynamy od środka… 🙂

Mikrofon potrzebny od zaraz!

1

Przemka dorwałem na chwilę rozmowy w przedostatnim dniu Festiwalu, kiedy to Urszula Dudziak – ikona polskiej wokalistyki jazzowej – była jedną z gwiazd tegorocznej edycji. Profesjonalizm w każdym calu, więc próby do wieczornego, piątkowego koncertu zaczęły się od samego rana. Jak wspomina Przemek… o 13 w końcu mogłem zjeść parówkę na śniadanie :). Wymagający rider Pani Dudziak spowodował nie mało problemów. Skompletowanie całego sprzętu na ten koncert było ogromnym wyzwaniem. Niezwykle rzadkie i często bardzo drogie mikrofony, których używa artystka czy muzycy z bandu, są bardzo ciężko dostępne, więc konieczna była pomoc zewnętrznych firm, które takie akurat posiadały na stanie i nie były w użyciu. Mowa tu np. o modelu Sennheiser MD421, czy wstęgowy Beyerdynamic, który miał być postawiony na Hi-hat. Notabene, oba już nie produkowane:) Duże znajomości Przemka w branży były nie ocenione w tej sytuacji. Udało się!

To teraz od początku…

7

Z punktu widzenia słuchacza, amatora czy melomana, praca realizatora wydaje się miła i nawet przyjemna. Przecież siedzi sobie tam ten pan pod daszkiem, na dworze ciepło, popija kawkę i kręci gałkami w kokpicie swojej stacji kosmicznej dowcipkując z kolegami. Dla mniej wtajemniczonych… przytaczany ów daszek, mimo niepozornego wyglądu, to niezwykle skomplikowane stanowisko pracy dla realizatora, które ustawione jest w określonej odległości od sceny, aby móc odpowiednio korygować na bieżąco dźwięk z niej wychodzący.

2

Hm… no tak ale ten daszek trzeba najpierw postawić, scena też sama się nie rozłoży niczym namiot ze znanego wszystkim marketu ze sprzętem turystycznym, a całe nagłośnienie i oświetlenie sceniczne trzeba powiesić i przygotować (zestroić) do pracy. W firmach zajmujących się techniką estradową zazwyczaj rąk do pracy brakuje, zwłaszcza kiedy mamy środek sezonu i plenerowych koncertów w całym kraju jest masa! Tak więc nie oceniajcie zanim nie poznacie całej prawdy o tej ciężkiej, bardzo często, fizycznej pracy. Tak więc cała niedziela zeszła na postawieniu sceny – akurat strasznie lało…, cały poniedziałek (znowu leje, a “daszek” jeszcze nie skończony) przygotowanie nagłośnienia do pracy, co jest nie lada wyzwaniem zwłaszcza jeśli każdego dnia na scenie goszczą różne, nazwijmy to “zestawy muzyczne”. Od kameralnych kilku osobowych, ale równie wymagających jak choćby wspomniany wcześniej band Urszuli Dudziak, na składach symfonicznych, liczących kilkadziesiąt osób, kończąc. Uff… naprawdę tego sporo…

Nagłośnienie Ohm, króluje na scenie!

6

Na scenie od kilku lat niezmiennie króluje system Lunaray wsparty od dołu basami TRS-218. Dodatkowo w systemie monitorowym są też TRS-115. Dlaczego? Bo się sprawdza! Jeśli chodzi o pracę systemu to zamontowany tutaj sprzęt nie działa nawet na 40% swoich możliwości i w tych konkretnych warunkach służy bardziej dogłośnieniu niż nagłośnieniu koncertu. Wynika to ze specyfiki i praw jakimi rządzi się muzyka klasyczna i kameralna. Jak zwykle ocena dźwięku, mimo pewnych standardów i reguł to bardzo subiektywna ocena, więc skuteczna współpraca pomiędzy realizatorem całego festiwalu, realizatorem konkretnego składu i w końcu samych artystów jest bardzo ważna. Są sytuacje, w których dochodzi do spięć – wspomina Przemek – ale jeśli efekt końcowy zadowala wszystkich, wtedy radość jest podwójna, a nawet czasem potrójna 🙂

Okiem i uchem słuchacza…

Doszliśmy w zasadzie do finału tych mozartowskich rozważań ale to ich opinia i ich wrażenia liczą się najbardziej. Bez nich żaden koncert nie miałby żadnego znaczenia. Jak to się często mówi, mielibyśmy “kolejny, nikomu nie potrzebny sukces”. Tak oczywiście nie zdarzyło się i na pewno nigdy nie zdarzy. Publiczność tego Festiwalu, który ma już 11-letnią tradycję, rozwija się i dojrzewa razem z nim. Wymagania rosną z roku na rok, a celem twórców, w tym realizatorów jest je zaspokoić.

end

Czy to się udaje? Tak i to bardzo dobrze. Są melomani, którzy spędzają w oliwskim parku niemal cały tydzień i uczestniczą w każdym koncercie z przerwą na zaspokojenie swoich potrzeb fizjologicznych i pokarmowych. Są też tacy, którzy wybierają z bogatej oferty festiwalowej tylko te wydarzenia, które są im najbliższe. Dla jednych będzie to widowisko operowe dla innych wspomniany wcześniej już kilkukrotnie koncert Urszuli Dudziak i jej bandu. W tym roku pogoda podczas samego już Festiwalu dopisała w 100% więc nie możemy powiedzieć, “a ludzie wychodzili bo padało”. Nie raz zdarzyło się jednak, że mimo niesprzyjających warunków pogodowych, w szczególności opadów deszczu, publiczność wytrwale zajmowała swoje miejsca do końca i oczekiwała jeszcze bisów.

W tym roku jakość artystyczna stała na bardzo wysokim poziomie. Widowiska plenerowe mają jednak to do siebie, że bez odpowiedniego przygotowania technicznego zarówno pod względem dźwiękowym jak i oświetleniowym nie wiele moglibyśmy usłyszeć, a często także zobaczyć z odległości większej niż 20-30 metrów. Kończąc zatem drodzy artyści i melomani… Nie zapominajcie, że za sukcesem tych często ogromnych przedsięwzięć stoi niedoceniana praca firm i ludzi, zajmujących się, potocznie nazywając, “techniką estradową”.

Z okazji ich dnia, który z rana ogłosiliśmy i wejdzie na stałe do naszego kalendarium 🙂 , składamy wszystkim realizatorom najlepsze życzenia!

Do usłyszenia za rok!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here