Dlaczego “było”? Bo o każdym z nich pisaliśmy i każdy wywołał w nas niemałe poruszenie. Wy również je poznajcie i zastanówcie się czy warto zaopatrzyć się w którykolwiek z nich.
Naszym skromnym zdaniem, mimo że różnią się od siebie diametralnie, to jednak niosą z sobą powiew świeżości każdego gitarowego brzmienia. Zaczynamy!!!
Seymour Duncan Palladium Gain Stage
Wiecie – jak to w życiu. Czym dalej w las, tym rozmiar staje się coraz większy.
I podobnie jest z naszym zestawieniem. Przechodzimy do rozmiaru “M” – czyli już nie maleństwo, ale jeszcze nie olbrzym.
To niepozorne w designie cholerstwo nie tylko potrafi urwać niewprawiony łeb. Potrafi sponiewierać, rozedrgać i powalić niejednego domorosłego gitarzystę. W niewielkich rozmiarach drzemie coś więcej, aniżeli zwykły Gain. Chcecie poznać go głębiej?
…zapraszam do artykułu Seymour Duncan Palladium Gain Stage – lampa ukryta w małym pudełku


















