Nutka za nutką – czyli być artystą

0

Od pewnego czasu, przekopując się przez gąszcz internetowej papki, nader często natrafiam na temat depresji wśród artystów wszelakiej maści. I nie byłoby nic w tym interesującego, gdyby nie fakt, iż i ja, i mój szef, a i pewnie również Ty, jeśli czytasz ten artykuł, należymy do tego samego grona ludzi.

Jak to zatem jest? Czy rzeczywiście jesteśmy narażeni na tę bezwzględną chorobę bardziej niż inne grupy zawodowe?

Potraktuj ten tekst jako luźną rozmowę. Nie będę tutaj uskuteczniał wyliczeń statystycznych, lub udowadniał, że moja racja jest mojsza niż twojsza. Nie jestem ani psychologiem, ani psychiatrą. Jestem podobnie jak Ty, artystą w zawodowym tego słowa znaczeniu.98

Artykuł zawiera słowa niecenzuralne. Zatem zanim przejdziesz dalej, wiedz że zostałeś o tym poinformowany.

Szufladkowanie

Artyści, przynajmniej ci których ja znam, to najczęściej osoby bezdzietne o nieustabilizowanej drodze życiowej. Często są to osoby posiadające zwierzaka – jednego bądź kilka. Nie posiadające swojego mieszkania, choć coraz częściej posiadające je na papierku z wynajmem na najbliższe 35 lat – czytaj, kredyt hipoteczny.
Żeby była jednak jasność… Wśród nas są również osoby nie wymienione w tej artystycznej szufladce. Są tacy, którzy mają dzieci, czasem nawet kilkoro. Nie posiadają zwierząt, mają swoje mieszkanka i wydawać by się mogło, stabilne życie.
Zatem dlaczego w tym zawodzie jest tylu depresantów?
Już spieszę z bardzo subiektywną oceną tegoż zagadnienia.

Młodym być

scary-baby1Mając lat 4, może 7, rodzice wybierają nam początek drogi, którą dobrze by było kierować się na przyszłość.
Jako przyszły artysta, zapisany jesteś do szkoły muzycznej, bądź jak to się dzieje w dzisiejszych czasach, przynajmniej do tzw. ogniska muzycznego. Większość swojego młodego życia spędzasz na ćwiczeniach. Rodzice kierują cię na klarnet, trąbkę, pianino, skrzypce, gitarę, bądź co im tam do głowy przyjdzie.
Oczywiście wasz przyszły nauczyciel ma również niemały wpływ na wybór instrumentu. Oczywiste jest to, że młodego wyślemy na taki instrument, coby godziny nauczycieli się zgadzały… Zatem nieważne jest czy masz krzywy zgryz i dmuchniesz choćby raz w klarnetowy ustnik. Nieistotne również, czy dasz radę ogarnąć swoimi małymi rączkami klawiaturę… Jak to najczęściej się tłumaczy: rozciągnie się! Wyćwiczy!

Zatem pomykasz w wieku 10 lat z małą walizeczką do szkoły, po szkole, z której właśnie wróciłeś. To nic, że koledzy i koleżanki grają w piłkę, bawią się w chowanego, lub strzelają ze staników swoich młodocianych narzeczonych. Ty zapierdzielasz do szkoły, ze stertą nut w reklamówce coby zachwycić swojego nauczyciela i rodzica.
Pitolisz tam coś, uczysz się skal, harmonii, rytmiki, po to by kiedyś zostać wymarzonym wirtuozem.

Koledzy zaś, wołani są przez swoich tatusiów, bo trzeba śrubokręt podać, młotkiem przywalić w gwóźdź lub pielić ogródek pieczołowicie zagospodarowany przez mamę.

Ty zaś wiesz, że masz super dzieciństwo. Nikt nie każe ci walić młotkami… Ty będziesz Artystą przez wielkie “A”. Nie będziesz pałał się brudnych zawodów. Ty będziesz grał na trąbce, będziesz śpiewać arie, lub grać na harfie. Będziesz gwiazdą, mającą świat w kieszeni, do której sięgać będziesz po kolejne trofea.

Pierwsze kroki ku karierze

Coby nie naciągać dziecięcych historii, przejdę wprost do bycia artystą PRAWIE pełną gębą.

Przedstawię zatem naszego artystę w drugiej osobie liczby pojedynczej.
Będzie ładniej, dosadniej ale i bezpieczniej ze względu na emocje targające mną podczas pisania tego artykułu…

opera-singingStudia muzyczne, to wymagający kierunek bez względu na to czy nasz artysta zdołał dostać się do dumnie brzmiącej akademii, czy też do podrzędnego wydziału wychowania muzycznego w Pcimiu Dolnym.
Tak czy owak, studiowanie muzyki to wymagająca sprawa, podczas której młodziak nie tylko dostanie w dupę z zasad muzyki czy też harmonii.
Podczas studiów – przynajmniej w kraju nad Wisłą – dostanie coś jeszcze…
W prezencie, niemal każdy wykładowca, korepetytor, czy jak go tam zwać, będzie wmawiał naszemu artyście, że jest wart więcej aniżeli wynika to z ocen.

No weźmy takiego młodego śpiewaka.
Lezie taki na studia. Często nieogarnięty instrumentalnie, lecz dobrze słyszący z ładnym młodym głosiszczem.
Przemyka jakoś pomiędzy semestrami fortepianu, dyrygowania, czy też kształcenia słuchu, bo najważniejsze przecież jest to, by nasz śpiewaczyna ćwierkał niczym skowronek.

Zatem korepetytor, zwany czasem profesorem, wpycha młodemu bajki, że jest świetny i najwspanialszy.
Gdy przychodzi zatem czas dyplomunasz śpiewak po raz pierwszy czuje się niczym gwiazda. Błyszcząca w świetle reflektorów, w świetle swego najjaśniejszego guru – profesora Jakiegośtam.

Rzeczywistość

Z dyplomem w ręku, nasz artysta idzie szukać pracy. Jeśli jest świetny, może poszukać pracy jako akompaniator (jeśli jest pianistą), lub nabrać dziesiątki dzieciaków i prowadzić prywatne lekcje gry na instrumencie lub też śpiewu.
Tak czy owak, kariera, jak sami widzicie, stoi przed nim otworem.

Zdumiony, dlaczego nikt nie chce go zatrudnić jako solistę, nadal żyje w przeświadczeniu wielkości nad akademicką populacją, docierając powoli do ściany, zwanej “życiem”.

Praca na scenie

Artyści sceniczni, można by powiedzieć, mają najbardziej przejebane na swym artystycznym padole.
Szkoleni na solowe gwiazdy muzyki operowej, najczęściej kończą z CV, w którym widnieje kilka pozycji zaśpiewanych gościnnie w jednym czy drugim teatrze.
Sytuacja finansowa zaś, zmusza młodego śpiewaka do podjęcia pracy w operowym chórze, bądź jako dyrygenta zespołu śpiewaczego, zwanego chórem babć i dziadków.
Ta druga opcja, poza finansowym odbiciem się od dna, daje znowu mały prezent.
Nasz artysta, może ponownie poczuć się ważny i doceniony.
Gdy jednak wyląduje w tzw. zawodowym chórze, napotyka na wspomnianą życiową ścianę, której cegłami są: pieniądze, ambicje i traktowanie przez pracodawce jako tępego chórzystę.

Jednak coby nie wyżywać się tylko na artystach wokalnych, sprawa ma się bardzo podobnie w przypadku tak pianistów, jak dęciaków, czy tęż smyczkowców.
Gitarzyści zaś, mają iście najluźniejszy stosunek do swego artystycznego padołu.
I nie wiedzieć czemu, gitarzysta potrafi najczęściej żyć jako muzyk i informatyk w jednej osobie. Gitara daje swoistą wolność emocjonalną, gdyż natłok geniuszu widziany w internecie już dawno zatarł pęd do gwiazdorstwa. Mało który “szarpidrut” śmie sądzić, że będzie następnym Al Di Meola, Hammettem, czy Stevem Morsem.
Dążenie do doskonałości, do wydobycia choćby jednego podobnego dźwięku do wirtuoza sprawia, że gitarzysta szybko nabiera dystansu do swojego talentu.

Zatem jak sami widzicie, nie mam innej opcji, jak tylko wrócić do muzyków i artystów scenicznych.

Życie to niejebajka – to teatr!

kotmuzyka_01-jpgNasz młody śpiewak zadomowił się już w jednym z wielu teatrów. Wychodzi na scenę entuzjastycznie ogrywając każdą nadaną mu postać. Czasami ogra coś z uśmiechem, czasem ze smutkiem. Trzepie próby grupowe, drąc swą wyuczoną paszczę przez cztery do sześciu godzin dziennie, by po tygodniach wstukiwania melodyjek wyjść na scenę i udawać, że wie po co tu jest.
Doszukuje się biedaczyna sensu, treści tego co śpiewa. Stara się odnaleźć w tłumie śpiewaczych dzikusów, pokazując że jest wart przynajmniej tyle co oni.
Gdy jednak okaże się jednostką słabszą, mniej nadmuchaną przez profesora lat temu X, nasz śpiewak dołuje…
Dołuje, dołuje, aż w końcu upada.

Po latach dokonań mniejszych lub większych, nasz śpiewak zaczyna dostrzegać, że praca którą wykonuje nie różni się niczym od pracy, którą mógłby wykonywać w jakimikolwiek zawodzie. Czy to jako sprzedawca pietruszek w warzywniaku na rogu, czy to jako wózkowy w fabryce czekolady.
Zaczyna dostrzegać również, że jego dupa jest już tak wydymana, że w zasadzie zadaje sobie pytanie: po jaką cholerę robiłem to wszystko? Po co było mi ćwiczyć, jeździć na konkursy?

No właśnie drogi śpiewaku.
A zadałeś sobie kiedyś pytanie: kim jesteś?

Zostawmy jednak na razie ocenę naszego artysty.
Skupmy się na jego duszy, na jego pracy, na jego emocjach.

ANALiza

jestem_artysta_ale_to_nie_znaczy_ze_pracuje_za_darmo_www_001Pupa naszego śpiewaka wydaje się już zmęczona. Czasem popłakuje gdzieś w zaciszu domowego ogniska tuląc do piersi swego kota i próbując przerzucić na niego swe bolączki.
Gdy przychodzi pensja, zasiada przed ekranem komputera, wciska przysłowiowy ENTER i…
I liczy ile mu zostało:

Na Życie
Na bilet miesięczny
Na karmę dla kota
Na skarpety
Na ….

Nie, drogi artysto – czas zakończyć wyliczenia.

Kota wyżywisz, coś tam zjesz, wsiądziesz na rower… a skarpety poczekają!

I wydawać by się mogło, że przesadzam.
Jeśli jednak nasz śpiewak, nasz geniusz, otrzyma pensję 1800 zł na swoje konto, policzcie ile wyda na życie, na kota, na skarpety czy na bilet.

Inny punkt widzenia

Żeby nie było tak ponuro, należy zwrócić szczególną uwagę na fakt, iż artyści najczęściej nie dążą do mnożenia swojego majątku.
Po pierwsze jest to niemożliwe w tym zawodzie. Po drugie zaś, byłoby to zaiste głupie (śmiech przez łzy)

Artysta, decydując się na pracę w zawodzie, najczęściej liczy nie w sposób matematyczny, a emocjonalny. Bo skoro cały jego świat to niekończące się emocje, to jak inaczej przeliczać swoje życie…?

Zawód aktora

Teatr, to bycie kimś w danej sytuacji. Raz jesteś zbójem, raz wieśniakiem. Innym razem szarym człowieczkiem, a po chwili gwałcicielem.
Wszystkie te postaci wymagają od aktora nie tylko skupienia na powierzonej mu formie.
Aktor, będący w życiu realnym głęboko wierzącym katolikiem, na sceniczną chwilę musi przedstawić się jako diabeł, jako zło wcielone, jako zwyrol, który po chwili sięgnie po najciemniejsze sfery swego umysłu.
I wydawać by się mogło, że to nadal gra aktorska, czyż nie?
Jednak wielu, wychodząc na scenę czyni to, do czego zostali przydzieleni.
Zabierają więc na scenę plecak, w którym znajdziemy emocje i zło w czystej postaci.
Gdy zaś schodzą ze sceny, są już sobą… a przynajmniej sobą starają się być.

Cały ten spektakl zachowań niesie ze sobą jeden drobny defekt.
Aktor powoli, acz dogłębnie świruje. Przestaje być zwykłym śmiertelnikiem, a zaczyna być wariatem, który zapomina o życiu, które czeka na niego za murami gmachu teatru.

Psychol

robinwilliamsmagnum
Robin Williams. Zmarł w roku 2014. Aktor popełnił samobójstwo. Z depresją walczył wiele lat.

Nasz aktor, stanął na wyżynach swoich możliwości. Jego stopy wciąż stąpają po scenie w świetle reflektorów, czyniąc z życia ciągłą nieokreśloną krzywą, której upadek i wzrost to być i nie być zarazem.
Boryka się z problemami tymi samymi, co kasjer w sieci hipermarketów i sprzedawca pietruszek w warzywniaku na rogu.
Artysta, nie ma jednak planu na życie. Nie ma planu na następny tydzień, ani na jutro. Żyje sceną tak długo, jak wystarczy mu sił.

Wszystko to co tutaj opisałem, jest w moim przekonaniu jedną wielką depresją.
I choć nie przepadam za tym słowem uważając je za wyświechtane i nadużywane, rzeczywiście muszę uznać rację naukowców, którzy skłonili się nad artystycznym problemem.

Wracając jednak do początków tego tekstu, zdaję sobie w pełni sprawę, że wielu z was – artystów – nie zgodzi się tak ze mną, jak i z wynikami badań.
Wielu z was zapewne pracowało w innych zawodach, potrafiąc władać młotkiem czy też śrubokrętem. Jednak nie wolno zapomnieć nam o tych, którzy swą karierę rozpoczęli już w wieku dorastania nie mogąc posiąść wyżej wymienionych umiejętności.
Ludzie ci, nie potrafią zrobić nic innego poza graniem na scenie, śpiewaniem, czy też wydobywaniem pięknych dźwięków ze swych instrumentów.
To właśnie ci ludzie stanowią większość artystów, którzy teraz próbują połączyć koniec z końcem. To właśnie oni walczą, by ich zawód został uznany za wartościowy tak samo, jak zawód spawacza, kasjera, bankiera, czy sprzedawcy pietruszek.

Artystą być, to idea szalona.
Skazując się na łaskę i niełaskę dyrektorów departamentów kultury, jedyne co mogą zrobić, to zapłakać i grać dalej.

…istnieje jednak jeszcze jedna możliwość.
I mimo tego, iż nasz zawód kojarzy się w gruncie z kulturą, to nie odbiera nam to prawa do walki. Do walki o swoją pracę, o traktowanie nas na równi z innymi zawodami, mimo iż sztuka po wsze czasy nie będzie należeć do zawodów dochodowych.
Zatem idźmy przed siebie, wierząc w każdy kolejny krok na naszej drodze.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here