Teatr, filharmonia, opera i każda inna scena to miejsca, w których ocenianie innych nie jest ani niegrzeczne, ani tym bardziej niedopuszczalne. To właśnie na deskach żywych scen, ocenie podlegają wszyscy biorący udział w muzycznym czy też teatralnym przedsięwzięciu. Od reżysera poczynając, a na zespole technicznym kończąc.

Każdy z nas przyzna, iż jedyną formą oceny artysty, są oklaski zgotowane przez rozentuzjazmowaną publiczność. Jednak czy aby na pewno każdy artysta podlega jedynie tej konkretnej ocenie, zawsze pozytywnej?

Spróbujmy ocenić zatem to…

Na filmie, słynna niegdyś, diva operowa Dragana Jugović. Serbskiego pochodzenia mezzosopranistka, podczas emisji koncertu z fragmentami Opery Carmen Georges’a Bizet, wyraźnie była niedysponowana, coby nie powiedzieć nawalona jak szpadel.
Na jej szczęście tenor, Aleksej Steblyanko, zachował pełnię profesjonalizmu do samego końca, próbując ratować wpadkę swej niedysponowanej koleżanki. Co zatem w takich sytuacjach robić? Czy widz, który zapłacił za bilet niemałe pieniądze, ma prawo czuć się niezadowolony i zdegustowany?

Tradycja vol.1

Tradycja teatrów w Polsce, nie przewiduje szczerej oceny spektaklu, koncertu czy też części sztuki teatralnej. Na każdym kroku jedyne co usłyszymy z widowni, to oklaski wzbogacone czasem okrzykami. Nie uraczymy naszych scenicznych gwiazd buczeniem, gwizdami, tupaniem czy też latającymi w ich kierunku warzywami.

Tradycja vol.2

Na świecie jednak, a w szczególności w operowej mekce jakimi są Włochy, aktorzy, tudzież śpiewacy, podlegają bardzo surowej ocenie, niejednokrotnie graniczącej z obelżywą. Zresztą nie tylko włosi nie liczą się z uczuciami przepracowanych artystów. Niemcy poszli o krok dalej i ocenie podlega każdy z elementów spektaklu – z osobna.
I tak, jeśli śpiewak zachwyci, lub przynajmniej nie obrazi swym śpiewem publiczności, jemu się upiecze i nie dostanie soczystym gwizdem prosto w twarz. Jednak jeśli podczas tego samego spektaklu, publiczność oceni negatywnie jego reżyserię, to oberwie się reżyserowi. Na sali rozlegną się gwizdy, pohukiwania i inne niewerbalne gesty.

Warzywniak

Tradycja rzucania pomidorami na scenę jest pewnie tak stara jak początki opery włoskiej. Na szczęście – dla artystów, ma się rozumieć – tradycja ta już jakiś czas temu bezpowrotnie zniknęła z kanonu zachowań publiczności. Zapewne wynika to z kosztów, jakie teatry musiały ponieść po obrzuceniu sceny soczystymi pomidorami.
Wyobraźmy sobie kurtynę, kostiumy czy też deski sceny operowej. Jak wiele nakładów pracy i pieniędzy trzeba było ponieść by doprowadzić ów teatr do stanu używalności.

Nie zapominajmy jednak, że sceniczny warzywniak miał swoje dobre strony.
Jedną z nich, a może i jedyną, była naprawdę szczera i dobitna ocena tego, co serwowali widzom artyści.
Nie da się przecież ukryć, że produkt jakim jest spektakl (produkt w rozumieniu ekonomicznym), podlega tak ocenie jak i gwarancji konsumenckiej, choć pewnie w innym wymiarze prawnym niż przy zakupie chociażby miksera kuchennego.
Tak czy inaczej, produkt w postaci spektaklu kosztuje widza niemałe pieniądze i ma on prawo czuć się nieusatysfakcjonowany, lub wręcz zawiedziony tym co zobaczył.

Kultura masowa

Coby nie zanudzać jedynie poważną sferą artystyczną, nie mogę zapomnieć o współczesnych artystach i ich wpadkach.
Jednym z takich znamiennych i zapamiętanych występów był ten, w którym idol nastolatek, Enrique Iglesias, delikatnie rzecz ujmując, dał ciała podczas telewizyjnego show z utworem Rhythm Divine.
Pan Enrique, jak na gwiazdę wielkiego formatu tamtych lat przystało, wykazał się kunsztem jakiego daremnie szukać wśród największych sław.
Miał jednak pecha, gdyż któraś z niechętnych mu osób z pionu technicznego, nagrała jego wypociny, ukrywając przed “artystą” fakt włączenia mikrofonu.
Szczęściem pana Iglesiasa, sabotażysta nie puścił głosu w eter – na żywo.
Skrzętnie nagrane wypociny, sklecił w zaciszu studia nagrań z wizją, jaką emitowano podczas programu i wrzucił “dzieło” do sieci.
Na efekty nie trzeba było długo czekać.
Rozemocjonowane nastolatki, oraz świat showbiznesu nie pozostawili suchej nitki na Enrique.

…i pomimo wielokrotnego obejrzenia tego materiału, nie mogę się nadziwić, jak ten koleś zrobił karierę? Spędzając całą pioseneczkę w muzycznych krzakach, nie potrafiąc zaśpiewać ani jednego czystego dźwięku, Enrique brnie w muzyczną kupę, niczym mucha do łajna.

A tymczasem nad Wisłą…

Kolejną wpadkę zaliczyła nasza rodzima gwiazdunia o pseudonimie Patty, podczas swojego telewizyjnego występu w telewizji TVN w programie “Dzień dobry TVN”.
Tym razem wpadka polegała na dziwacznej i absolutnie nieprzemyślanej reżyserii utworu “Krzyk”.
Pomijając sferę materii muzycznej, której w “Krzyku” jest jak na lekarstwo, to i samego krzyku w “Krzyku” raczej nie usłyszymy.
Patty postanowiła zaciekawić widzów swymi skąpo ubranymi koleżankami, które wcieliły się w rolę instrumentalistek.
Gdy widzowie ujrzeli koślawe paluszki, przedługaśne paznokcie i gitarzystkę grającą na instrumencie jak w kiepskiej kreskówce, internet zawrzał od prześmiewczych komentarzy na temat Patty.
W gruncie rzeczy, nie wiem co gwiazdeczka chciała uzyskać, choć biorąc pod uwagę stare jak świat przysłowie biznesowe “Obojętnie co o nas mówią. Ważne żeby mówili”, wydaje się być w tym przypadku przysłowiem trafionym.

Nie można z drugiej strony, nie oddać Patty i jej dziewczynom, że wywołały niemałe poruszenie wśród męskiej części publiczności.
Dziewczyny były faktycznie atrakcyjne i… dobrze ubrane.
Jeśli nie widzieliście jakimś cudem jeszcze tego filmu, to oceńcie sami.

Patty - DDTVN

Artystyczna Temida

Chcąc być prawym i sprawiedliwym, należy jednak spojrzeć na problematykę braw i oceny artystycznej z trochę mniej drastycznej perspektywy, aniżeli przywołane przeze mnie przykłady.
Mamy przecież wszyscy świadomość, że białe niekoniecznie jest białe, a czarne jest czarne – czy jakoś tak…
Spektakle czy też koncerty, nie obfitują przecież w same wpadki i nieakceptowalne dla ucha i oka wykonania.
Jest coś jeszcze pośredniego, czyli wykonanie niby dobre, a jednak kiepskie.

Pełne takowych są nasze polskie teatry – i te dramatyczne i operowe, oraz sceny muzyki rozrywkowej.
Śpiewacy, chór, orkiestra, kapele, zespoły i inne artystyczne twory nierzadko pitolą coś na swych instrumentach, co niekiedy przypomina nagrzaną orkiestrę strażacką, czy kapelę podwórkową – z całym szacunkiem dla obu z nich – a nie w pełni zawodowy zespół.

Kiksy waltornistów, koguty śpiewaków czy też nuda i brak profesjonalizmu scenicznego, są nierzadkim stanem rzeczy tak w Polsce jak i poza jej granicami.
Reżyserzy i cała oprawa sceniczno-techniczna również często nie spełniają wymogów szerokiej publiczności.
Co zatem zrobić z takimi “performensami” – zajeżdżając z angliszka…?
Czy właściwe jest oklaskiwanie artystów na zakończenie scenicznego show?
Czy aby na pewno nie jest to właściwy moment, by wyrazić swoją szczerą opinię o ich pracy i zaangażowaniu w nią?

Powiem wam, drodzy czytelnicy, iż mimo pewnego braku obiektywizmu ze względu na wykonywany zawód, uważam że dobrze by było, raz na jakiś czas, usłyszeć prawdziwą i szczerą ocenę również mojej pracy.
Uwierzcie mi na słowo, że artyści sceniczni naprawdę mają świadomość wykonanego przez siebie dzieła. Słyszymy i oceniamy również samych siebie.
I niekiedy – choć może się to wydać groteskowe – wręcz błagamy wewnętrznym głosem o szczerą ocenę. O kilka gwizdów i pohukiwań.
Oczywistym jest, że będąc wystawionym na strzał solistą, trudno jest poddać się tak surowej ocenie. Jednak solistyczne gaże i umowy, są doprawdy inaczej skonstruowane aniżeli umowy poszczególnych muzyków, tancerzy czy śpiewaków zespołowych.
Zatem…

Zielone światło

Podsumowując ten trudny, z punktu widzenia artystów, temat. Śmiem twierdzić, iż prawdziwa ocena wykonania scenicznego, jest doprawdy potrzebnym gestem w dzisiejszym artystycznym świecie.
Nie zawsze należy bez opamiętania klaskać i zachwycać się czymś, co na zachwyt nie zasługuje. Czasem warto pochylić się nad literaturą, nad nagraniami dostępnymi w internecie i nabrać wiedzy, jak dane dzieło powinno wybrzmieć, by nie zostać ocenione jako jedna wielka kupa brzydkich dźwięków.
To samo tyczy się każdej z artystycznych dziedzin – czy to będzie malarstwo, taniec, muzyka czy teatr.
Zatem nie wstydźcie się i oceniajcie tak, jak czujecie. A nawet jeśli nie macie dostatecznej wiedzy na dany nurt, a jednak owe wykonanie wam się nie podobało, to przynajmniej nie oklaskujcie ich zgodnie z rzeszą siedzących obok widzów.
Oklaski bowiem, często przypominają owczy pęd, w którym jeden zaczyna, a następni dołączają. I w ten właśnie sposób, poziom artystyczny często bywa zakłamany, źle oceniony i nadmuchany poczuciem wielkości.

Zatem, do zobaczenia na scenie!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here