“Jeżeli rozglądasz się za pierwszym pianinem dla dziecka to najlepszym wyborem będzie Roland F-20.” Tak opis swojego flagowego produktu rozpoczyna gigant w świecie instrumentów klawiszowych.

Ja mówię tej ocenie NIE!
Zdecydowane NIE!
Roland F-20 rzeczywiście nie należy do tak zwanego segmentu professional.
Jednak przyjrzyjmy się jemu znacznie bliżej.

Roland stworzył klawiatury wręcz mityczne.
Dzięki tej japońskiej firmie skończyły się czasy łomotania klawiszy podczas odskoku.
Aktualnie grając szybkie pasaże czy obiegniki; grając forte lub piano, nie doświadczymy głośnego afterdźwięku, tak charakterystycznego dla klawiszowych instrumentów elektronicznych sprzed zaledwie kilku lat.
Roland złamał zasadę akceptacji tej irytującej przypadłości instrumentów imitujących klasyczne, ciężkie akustyczne “szafy”.
Bariera, która dzieliła nasze instrumenty domowe o wadze bliskiej 100 kg, niemalże zniknęła.
Dziś ważący niespełna 30 kg instrument jest w stanie zastąpić nam klasyczne pianino.
A przynajmniej prawie zastąpić.

Tylko ten dźwięk… jakiś taki nietaki czasem się wydaje.

R.f-20

I rzeczywiście, próżno szukać instrumentu, który zabrzmi nam dzięki wbudowanym głośnikom jak Calisia czy Bösendorfer – choć porównanie wydawać się może zgoła szaleńcze.
Mam na myśli jednak akustykę, w pełni znaczenia tego słowa.
Brzmienie pudła rezonansowego, dźwięk strun uderzanych przez młoteczki, aż wreszcie zapach… to coś, czego pewnie nigdy nie znajdziemy we współczesnych instrumentach działających tylko wtedy, gdy zaaplikujemy im magiczne 230V.

Idąc jednak z duchem czasu i techniki, musimy godzić się na kompromisy.
I takim kompromisem, w mojej ocenie jest właśnie Roland F-20.

Wtrącenie

Nie wiem, czy szefostwo redakcji nie nakaże mi zaraz po publikacji tego tekstu pakować szpargałów z biurka.

Jednak będąc fanatykiem i zbieraczem instrumentów wszelakiej maści, artykuł ten piszę nie jako reklamę. Nie jako test instrumentu. Nie jako peany na cześć giganta, który zaserwował mi reklamówkę na zakupy z logiem firmy.
Piszę to jako zrozpaczony właściciel i użytkownik. Jako ktoś, kto przewertował setki testów i wątków na forach, by znaleźć instrument wystarczający do ćwiczeń, do kompozycji, aż wreszcie do zagrania ballady ku pociesze najdroższej, licząc na… kolację ma się rozumieć.

Oceny ciąg dalszy

Roland F-20 to instrument spełniający w zasadzie wszelkie warunki by zostać uznanym za instrument wart nie tylko swojej ceny, ale i szacunku.
Klawiatura Ivory Feel-G, jest czymś czego poszukiwałem całymi latami.
Pełnowymiarowe klawisze, zdają się reagować na nasz dotyk z taką gracją, że czasem można zapomnieć, iż jest to instrument technologicznie wysoce zaawansowany, zupełnie odmiennie od pianina z 1901 roku stojącego w sąsiednim pokoju.
Obudowa naszego instrumentu dopieszczona jest w każdym calu.
Daremnie szukać skrzypienia, haczących krawędzi, czy też niedomalowanej pokrywy maskującej.
Przyciski na płycie głównej zachowano w stylistyce prostoty (nie prostactwa), w delikatnych zaokrąglonych kształtach.
A po włączeniu przycisku zasilania, nie ujrzymy świecących niczym choinka bożonarodzeniowa idiotycznych iluminacji rodem z tanich pralek znanego producenta, odgrywających w dodatku melodyjki na zakończenie prania.

Roland F-20 to produkt tani.
To produkt dla ciebie, dla mnie, dla rodziny ze średnią pensją oferowaną w sklepach sieciowych.
W cenie delikatnie przekraczającej średnią rzeczywistą pensję polskiego wykształciucha opiewającej na kwotę około 2500 zł, dostajemy instrument dobry.
Ba, instrument świetny w swej klasie.

Podobnie jak z porównaniem Calisii i Bösendorfera, nie możemy spodziewać się od naszego pianina cudów.
Nie znajdziemy w nim setek niesamowitych brzmień.
I nie dostaniemy również statywu drewnianego.

Dostaniemy jednak pulpit na nuty z banalnie prostym montażem na dwie plastikowe nakrętki.
A także pedał sustainowy.
Dostaniemy okablowanie i co najważniejsze, absolutnie przystępnie napisaną instrukcję obsługi, potrzebną do rozgryzienia interfacu zmiany brzmień, podziału klawiatury itp.

Wycieczka do urzędu pracy

Będąc prawie pewnym wyrzucenia z pracy po tym artykule, zabiorę chyba na wspólną wycieczką po urzędach pracy człowieka odpowiadającego za marketing w firmie Roland.
Nie wiem dlaczego, nie wiem co kierowało firmą, zezwalając na tak lakoniczny i umniejszający opis i reklamę pianina o modelu F-20.

Nie umniejszając dzieciom i ich rodzicom, nie mogę zgodzić się na zaszufladkowanie instrumentu Rolanda do kategorii dziecięcych pianin.

Drodzy fachowcy z firmy Roland.
Parafrazując klasyka
“Nie idźcie tą drogą!”

Pianino Roland F-20, zasługuje na coś więcej, aniżeli kilka miłych zdań.
Zrobiliście instrument wspaniały.
Godny polecenia każdemu, kto kocha muzykę.
Każdemu kto chce zagrać nie tylko Celine Dione – My Heart Will Go On, ale i Nokturn Chopina Op. 20

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here