Dla większości z was, pojęcie zwichniętego palca w trakcie gry na gitarze wydawać się może bajdurzeniem i absolutną bzdurą.
Pamiętam jednak, gdy nie tak dawno temu, po raz pierwszy postanowiłem okiełznać słynne solo z utworu “Master Of Puppets” – zespołu Metallica.

Rozczytując poszczególne frazy i ćwicząc szybkie przebiegi w wolnym tempie, trudno jest sobie wyobrazić, w jaki sposób można zrobić sobie krzywdę grając na gitarze.
Pomijając sytuacje, kiedy to gitara spadnie nam na łeb z wieszaka ściennego, czy też wypadki uderzenia w rękę przez pękającą strunę.
Jednak bywają takie sytuacje, które przyprawiłyby niejednego o salwę śmiechu.
Uwierzcie, że mi taka sytuacja przydarzyła się trzykrotnie!!!

Całą swoją gitarową karierę mógłbym zamknąć w stercie akordów, akompaniamentów i prostych feelingowych zagrywek bluesowych.
Jednak pewnego dnia zapragnąłem to zmienić i z pomocą przyjaciela, za pośrednictwem komunikatora internetowego, rozpocząłem walkę o umiejętności gry solówek.

Zapewne przecieracie teraz ponownie oczy i zastanawiacie się, “co ty facet sobie wyobrażałeś – w wieku 36 lat?”
Tak, drodzy gitarzyści.
Na naukę nigdy nie jest za późno! 😛
I z tego założenia wtedy wyszedłem.

Swoją batalię o solówkę życia, rozpocząłem od powtarzalnego solo z utworu For Whom The Bell Tolls – Metallica.
Film z moimi wypocinami możecie obejrzeć poniżej

Później nadszedł czas na inne, mniej wymagające od Masterka solówki, jednak ciut bardziej wymagające od For Whom The Bell Tolls
Przechodziłem między innymi, przez Knocking On Heaven’s Door – G’N’R i kilka innych.

Będąc jednak niebywale niecierpliwym gitarzystą – choć to zbyt duże słowo, szybko zacząłem rozczytywanie ukochanego solo – Master Of Puppets
Na początku swojej “solowej kariery” nie sądziłem, że problemem stanie się jedna mała część mojej dłoni – mały, cholerny palec!
Dlaczego i ja, i tak wielu gitarzystów zapomina o istnieniu piątego palca?
Pojęcia nie mam… Może dlatego, że ćwiczenie jednego z najsłabszych stawów w ciele człowieka to mordęga i upierdliwość pierwszej klasy?
Brak umiejętności zagrania nawet bliskich dźwięków wiąże się z utratą rytmiki.
Nie potrafimy tego opanować, przyspieszając coraz bardziej, jak gdybyśmy chcieli jak najszybciej pominąć ten etap nauki.
Oswojenie tej małej cholery jest czymś, z czym walczy wielu gitarzystów. Co gorsza, większość nigdy do końca nie wyćwiczy tego palca tak samo dobrze, jak pozostałych czterech.
Ćwicząc najprostsze nawet partie solowe, bardzo szybko zaskakujące staje się, jak bardzo odizolowany jest ten mały skubaniec na skraju naszej dłoni.
Kiedy reszta ekipy bez problemu szaleje po gryfie, ten gnojek wciąż nie chce ruszyć swojego… stawu i podskakuje niczym naćpany, nie trafiając w żadne z miejsc, które mu wyznaczamy – nie wspominając już o rytmie, w którym ma się poruszać.
To prawie tak, jakby piąty palec został odrzucony przez swoich silniejszych i większych towarzyszy – jak brzydkie kaczątko, które potencjał ma, ale jest dziwnie tępym uczniem.
Pozostałe palce, jakby znęcają się nad nim, popisując się szybkimi solówkami. Jakby wiedziały, że właśnie teraz stoją w światłach flesza, podczas gdy biedny piąty palec spogląda na nich tęsknie ze swojej zesztywniałej samotni.
W rzeczywistości można być gitarzystą, robiąc minimalny użytek ze wszystkich naszych palców.
Nigdy jednak nie uda się osiągnąć poziomu sięgającego chociażby sznurówek w trampkach Slasha, jeśli nie zadbamy o technikę gry – WŁAŚCIWĄ TECHNIKĘ GRY!
Prawidłowa technika wymaga siły i elastyczności w każdym palcu, miejcie więc gdzieś w świadomości, że bez systematycznych ćwiczeń pozostanie wam G-dur harcerski i powolne Hallelujah grane przy ognisku.
Ok, ustalmy, koleżankom pewnie się spodoba, może rzucą w was nawet misiem, albo kawałkiem odzienia. Lecz nigdy nie osiągniecie prawdziwego zachwytu i przede wszystkim świadomości bycia “dobrym gitarzystą”, póki nie okiełznacie tego małego, nieruchawego palucha.
Chyba że… postanowicie dać mu szansę, żeby mógł zaistnieć w wielkim stylu.
Może i zabrzmi to mało skromnie, ale ja właśnie do takich wniosków doszedłem po kilkunastu próbach zagrania jakiegoś tam solo przy użyciu jedynie trzech palców progowych – z pominięciem – ma się rozumieć – kciuka :p

Wielkie wyzwanie

Gdy po raz pierwszy usiadłem do solo Master Of Puppets, dość szybko w duchu zapłakałem, sądząc że nigdy nie uda mi się zagrać tej partii z zadowalającym efektem.
Oglądając masę internetowych lekcji gry tego solo, coraz głębiej siedziała w głowie myśl, że na mnie już chyba za późno.
Nie osiągnę takiej gibkości, takiego tempa, ucząc się pierwszego dużego solo po raz pierwszy w wieku 36 lat.
Jednak jako uparty do szaleństwa amator, siedziałem z gitarą wiele godzin dziennie.
Czasami, gdy nie było na to czasu, na ćwiczeniu spędzałem jedynie godzinę, czy dwie.
Jednak większość moich codziennych sesji, sięgało sześciu, a i ośmiu godzin.
Po kilku dniach, zdarzało się, że palce odmawiały posłuszeństwa. Pocięte, wysuszone opuszki haczyły o struny, skutecznie pozbawiając mnie chęci do dalszej nauki.
Wystarczyła jednak chwila przerwy, łyk piwa i ze trzy fajki, a chęci wracały wraz z siłą do ćwiczeń.
Mały palec jednak wciąż dawał o sobie znać.
I nawet wtedy, gdy tempo ćwiczeń było iście żółwie, maluch buntował się, nie stosując się do moich zaleceń.

Gdy turbina zaskoczy…

Po wielu dniach, a nawet tygodniach ćwiczeń, nadszedł taki dzień, w którym wszystko się zmieniło. Ot tak, nagle!
Mam wrażenie, że zmiana dokonała się wtedy, gdy do mózgu dotarła informacja i właściwy przebieg tempa i wartości rytmicznych.
Jak pewnie wielu z was wie, utwór ten ma swoisty przeskok rytmiczny.
Metrum Masterka jest zmienne – łamane.
Jak mniemam, to właśnie stanowiło tę magiczną barierę.
Wspominając już wcześniej, w pewnym momencie mały, nieruchliwy palec zaskoczył.
Jakby zrozumiał o co kaman w tej całej grze.
Nagle przestał istnieć problem.
Nagle, ten do niedawna nieruchliwy palec, ruszył z kopyta, biegając po gryfie tak samo jak jego trzej więksi koledzy.
I gdy to nastąpiło…!
Bang!!!
Podczas jednego z nagrań solówki, poczułem że coś idzie nie tak.
Nie czułem bólu, nie słyszałem żadnego chrzęstu kości czy stawów.
Po prostu, przy wybiciu jakiejś nutki, palec został w pionie i nie cholery nie chciał wrócić na swoje miejsce.
Nie czułem żadnego dyskomfortu. On się zwyczajnie zbuntował, cholernik jeden!
Oczywiście dalsza gra nie była już wtedy możliwa.
Po jedniodniowym odpoczynku, ponownie usiadłem do próby nagarnia solo.
Jak myślicie, co się stało?
Dokładnie to samo, lecz w innym miejscu solo, co potrafiłem odtworzyć na nagraniach.
Sytuacja powtórzyła się jeszcze tylko raz i już nigdy więcej nie wybiłem palca podczas gry na gitarze.
Wiedzcie jednak na moim przykładzie, że wybicie małego palca podczas gry na gitarze jest absolutnie możliwe.
Zapewne było to wynikiem złej techniki gry, lub po prostu przeforsowania.
Swoją drogą jaki idiota gra na gitarze jedną solówę osiem godzin dziennie?
Ustalmy ponownie – idiotą trzeba być, by takie bzdury wyczyniać 😀

Efekty mojej kilkutygodniowej batalii o marzenie zwane “Solo Master Of Puppets” możecie obejrzeć na poniższym filmiku.
Uwierzcie jednak na słowo, że mam świadomość tego co tam wykrzaczyłem 😀

Na uspokojenie waszej salwy śmiechu polecam żartobliwy filmik Tylera Larsona, który świetnie wyjaśni wam, kim jest mały skubaniec na skraju waszych dłoni!

Tyler Larson jest założycielem portalu Music is Win. Jego kanał YouTube osiąga nawet kilkaset tysięcy wyświetleń miesięcznie, a internetowe kursy gitarowe, ocenione przez portal Udemy na 4.7 kształcą ponad 1500 użytkowników.

Więcej o Tylerze dowiecie się za pomocą Facebooka, oglądając jego lekcje gitarowe i vLogi na YouTube, lub podążając za nim na Twitterze.

Jak z tego wszystkiego morał?
Bycie pełnoprawnym gitarzystą, nieokaleczonym niczym Django Reinhardt, wymaga gry wszystkimi palcami.
Jedyną barierą z jaką się spotykacie, jest systematyczność.
Ćwiczenia i upór mogą dać wam więcej niż sądzicie.
I uwierzcie, że wiem o czym mówię 🙂

4 KOMENTARZE

  1. Ha. W świetny sposób podałeś problem “paluszkowy”. Chyba wszyscy przez to przechodzili. Na początku o tym nie myślałem i później dobrych parę lat zajęło mi “nawrócenie” biednego, zagubionego samotnika na “uczciwą drogę życia” 😀

    Pozdrock

    • I właśnie po to to napisałem 🙂
      Ludzie wiedzą o problemie.
      Ba, nawet zdają sobie sprawę, że utrudnia im to gitarowe życie.
      Tylko jakoś tak… nie chcą przyznać się przed sobą, że problem rzeczywiście istnieje, prawda? 😀

  2. Chętnie pomogę w rozwiązaniu tego problemu wszystkim chętnym. Korzystałem z ćwiczeń znalezionych w internecie ale również pisałem ćwiczenia dla samego siebie zwracając szczególną uwagę na problem “samotnika” 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here