Kapodaster bez walki ze strojem. Tak działa G7th Performance 3

128
g7th-performance-3

Kapodaster zakładasz, grasz pierwszy akord i… coś się nie zgadza. Gitara była nastrojona chwilę wcześniej, a teraz część dźwięków zaczyna delikatnie uciekać w górę.

Nie zawsze winna jest gitara. Zbyt mocny albo nierówny docisk kapodastra może po prostu naciągnąć struny, trochę tak, jak przy bardzo lekkim bendzie.

W G7th Performance 3 ma temu przeciwdziałać system ART – Adaptive Radius Technology.

Kapodaster dopasowuje się do gryfu

Podstrunnice gitar nie mają jednej uniwersalnej krzywizny. Inny radius spotkamy w klasycznie inspirowanym elektryku, inny w nowoczesnej gitarze, a jeszcze inny w akustyku.

Jeżeli sztywna powierzchnia kapodastra nie pasuje do tego profilu, część strun może zostać dociśnięta mocniej od pozostałych.

W Performance 3 podkładka dociskająca struny automatycznie dopasowuje swój kształt do rzeczywistego radiusu podstrunnicy i strun. Chodzi o to, aby każda struna dostała możliwie podobny i minimalny potrzebny docisk.

W praktyce oznacza to mniejsze ryzyko podciągania dźwięków, brzęczenia i konieczności poprawiania stroju po każdym przesunięciu capo.

g7th_performance-3

Docisk ustawiasz sam

Drugim elementem jest Unique Tension Control. Zamiast sprężyny pracującej zawsze z podobną siłą gitarzysta sam decyduje, jak mocno kapodaster ma dociskać struny.

To ważne, bo do czystego zamknięcia struny na progu często potrzeba znacznie mniej siły, niż potrafi wygenerować klasyczny kapodaster sprężynowy.

Performance 3 można przy tym zakładać, zdejmować i przesuwać jedną ręką, co szczególnie na scenie ma dużo więcej znaczenia niż efektowna nazwa kolejnej technologii.

Silikonowe powierzchnie chronią gryf i wykończenie instrumentu przed bezpośrednim kontaktem z metalowymi elementami.

Mały gadżet, ale bardzo gitarowy problem

g7th_performance-3

Kapodaster nie jest najbardziej ekscytującym elementem pedalboardu czy futerału, dopóki po jego założeniu nie trzeba ponownie stroić połowy gitary.

G7th Performance 3 nie obiecuje zmiany brzmienia instrumentu. Próbuje po prostu zrobić jedną rzecz dobrze: docisnąć wszystkie struny tylko tak mocno, jak jest to naprawdę potrzebne.

Dla gitarzysty grającego z capo na scenie to może być znacznie cenniejsze niż kolejny gadżet, o którego istnieniu przypomina sobie raz na kilka miesięcy.