Testerzy i legendarni Janusze sklepów muzycznych!

0

Temat tak oblatany, wyświechtany i przememłany, że trudno dodać do niego coś nowego. Ale skoro wszyscy o tym już napisali, napiszmy więc i my. A co? Zaczynamy więc paradę wirtuozów sklepów muzycznych!

Niejednokrotnie jesteśmy zmuszeni odwiedzać sklepy muzyczne w wielu zakątkach naszego kraju. Każdy jest niby inny, każdy ma inny asortyment, jednak jedno je łączy – Janusze wirtuozerii.
W ostatnich latach pojawiło się przynajmniej kilka artykułów omawiających ten sam temat. Jednak wszyscy z uporem maniaka skupiają się na gitarzystach, a raczej ich zabawnemu przedstawicielstwu.

Sklep

Sprzedawcy sklepów nie mają łatwego życia. Muszą wiedzieć przynajmniej “coś” na temat każdego z instrumentów, czy też sprzętów typu monitory, konsole i miksery. Jednak nie w tym problem. Największym są klienci. Upierdliwi, marudzący, targujący się o każdą złotówkę, i w końcu testujący instrumenty wszelakiej maści. Najgorsi są ci, którzy przychodzą do sklepu dla zabicia czasu lub dla miernej jakości lansu. To właśnie ich nazywam Januszami wirtuozerii.

Zasiada taki na taboreciku. Podłącza – jeśli potrafi – instrument do byle wzmacniacza i zaczyna… Pentatonika aż gwiżdże. Przelatuje przez wszystkie dostępne progi. Zagląda, mierzy, maca i dmucha. Sprawdza mostek, struny, klucze. Po czym zaczyna łupać coś dziwnego podkręcając wzmak na minimum połowę mocy.
Jeśli sprzedawca nie wytrzyma, czasami zaprasza Janusza do kabiny. Zamyka go tam i cieszy się odrobiną względnego spokoju.

A co z pianistami?

Klawiszowy Janusz

Ten gatunek klientów potrafi mocno uprzykrzyć życie niejednemu pracownikowi sklepu. Nie zamkniesz przecież takiego w kabinie, bo musiałbyś targać tych pianin z pięćdziesiąt dziennie, a wytrzyma to niewielu.
Janusz siada więc za klawiszem. Odkręca gałkę Volume do oporu w prawo i zaczyna…
“Obla di, srata, tataaa…”, “Majteczki w kropeczki”, a na zakończenie, łamanym palcem, fragment Preludium e-moll Op.28 nr 4.
I co z takim zrobić? Pozwalasz mu wciskać te guziczki i kręcić gałkami. Taki już los sprzedawców.

Będąc jednak w jednej z najsłynniejszych sieci sklepów muzycznych “Guitar Center” w Nowym Jorku, jakoś nie zauważyłem aż takiej masy Januszów. Oni tam testują inaczej, jakby subtelniej.Nie odkręcają gały w prawo, nie mordują zestawów perkusyjnych, nie pitolą siłowo na klawiszach. Oni po prostu dopasowują asortyment do swoich możliwości finansowych i chęci zakupu instrumentu.

Tematu podjął się też pewien bloger. Zobaczcie, jak humorystycznie podszedł do tematu Januszów wirtuozerii.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here