Kiedy na początku lipca pisaliśmy o premierze beyerdynamic DT 30 IE, wszystko wyglądało dość klarownie: 11-milimetrowy przetwornik dynamiczny, wysoka izolacja, niewielka obudowa, wymienny przewód i deklarowane przez producenta neutralne strojenie. Do tego cena 529 zł, która stawia ten model zdecydowanie bliżej pierwszych poważnych IEM-ów niż drogich systemów dla zawodowych tras koncertowych.
Po odsłuchach jedno rzeczywiście możemy potwierdzić bez większych zastrzeżeń: DT 30 IE są bardzo wygodne. Znacznie trudniej było nam natomiast dojść do wspólnego wniosku dotyczącego ich brzmienia.
Jeden z realizatorów określił je jako dość płaskie i mało efektowne. Drugi miał niemal odwrotne odczucia. Zwracał uwagę na bardzo dobrą selektywność i czytelność poszczególnych elementów miksu.
Co ciekawe, nie jesteśmy w tym osamotnieni.
2,7 grama robi różnicę
Zacznijmy od rzeczy, która wzbudziła znacznie mniej kontrowersji.
Każda słuchawka waży zaledwie 2,7 g. Obudowy są bardzo małe, przewód prowadzony jest za uchem, a do kompletu producent dodaje po trzy rozmiary końcówek silikonowych i piankowych. Zdecydowana większość z nas nie będzie miała problemu z dopasowaniem słuchawki w uchu ale należy pamiętać aby zrobić to precyzyjnie, a jeśli jeszcze ktoś nie pracował z IEM, trzeba trochę czasu aby się nauczyć i przyzwyczaić do pracy z nimi. Zresztą jak z każdym nowym rozwiązaniem.
W praktyce DT 30 IE rzeczywiście bardzo łatwo „zgubić” w uchu. Nie ciągną, nie powodują dużego nacisku i po dobraniu właściwych tipsów trzymają się stabilnie. Nasze odczucia są tutaj bardzo pozytywne i zdecydowanie możemy wysoko ocenić ich ergonomię. Tym bardziej, że pracowaliśmy na nich po kilka godzin dziennie na różnych wydarzeniach.
W IEM-ach to ważniejsze, niż może się wydawać. Monitor sceniczny może brzmieć świetnie, ale jeśli po godzinie zaczynamy poprawiać go w uchu albo odczuwać ucisk, trudno mówić o dobrym narzędziu do pracy.
Tu beyerdynamic wykonał bardzo dobrą robotę.
Izolacja też jest mocnym punktem
Producent deklaruje tłumienie otoczenia do 39 dB. Oczywiście nie należy traktować tej wartości jako czegoś, co każdy użytkownik automatycznie uzyska po włożeniu słuchawek do uszu. Wiele zależy od końcówki, anatomii ucha i szczelności osadzenia.
Po prawidłowym dopasowaniu izolacja jest jednak naprawdę skuteczna. I tutaj ponownie kłania się pewna praktyka i doświadczenie. Dlatego warto poświęcić kilka minut na eksperymentowanie z końcówkami także z innego powodu: uszczelnienie bardzo mocno wpływa na brzmienie, szczególnie na dół pasma. Przy niewłaściwym osadzeniu można bardzo łatwo uznać DT 30 IE za znacznie uboższe w bas, niż są w rzeczywistości.
I tutaj zaczyna robić się ciekawie.
Neutralne? To słowo potraktowalibyśmy ostrożnie
beyerdynamic określa charakter DT 30 IE jako zrównoważony i neutralny. Po naszych odsłuchach nie napisalibyśmy jednak po prostu: „tak, to neutralne IEM-y” i nie zamknęlibyśmy tematu.
Odbiór ich charakteru potrafi być zaskakująco różny.
U nas jedna osoba odebrała je jako dość płaskie, podczas gdy dla drugiej właśnie selektywność i łatwość rozdzielenia elementów miksu należały do największych zalet. Duża rozbieżność naszych spostrzeżeń spowodowała, że zaczęliśmy szukać opinii innych realizatorów i innych recenzji i zaczęło robić się jeszcze ciekawiej… 🙂
Professional Audio opisuje DT 30 IE jako świeże, bardzo bezpośrednie i wyraźnie obecne, zaznaczając jednocześnie, że w ścisłym rozumieniu nie uważa ich za neutralne. Bonedo słyszy z kolei ciepłe, pełne brzmienie, mocny dół, ciepłą średnicę i raczej łagodną górę. MusicRadar także mówi o gładkim charakterze i dobrej podstawie basowej, ale wskazuje na brak części klarowności w najwyższym zakresie. Tymczasem Audio46 określa górę jako jasną i przewiewną, a całość jako naturalną i zrównoważoną.
To naprawdę szeroki rozrzut jak na jeden model.
Bas: jest, ale nie próbuje rządzić całym miksem
DT 30 IE potrafią zejść nisko i mają odpowiednią masę w dole, ale nie są strojone pod efektowny, napompowany bas. Niskie pasmo jest raczej zwarte, szybkie i dobrze kontrolowane. Stopę i gitarę basową słychać wyraźnie, ale nie zaczynają przykrywać środka ani dominować całego miksu.
W monitorze scenicznym to rozsądne podejście. Basista czy perkusista dostaje solidną podstawę i czytelny impuls, a pozostali muzycy nie tracą przez to informacji z zakresu odpowiedzialnego za wokal czy gitary.
Trzeba jednak pamiętać o jednej rzeczy: DT 30 IE są bardzo wrażliwe na właściwe dopasowanie w uchu. Jeżeli końcówka nie zapewni odpowiedniego uszczelnienia, dół potrafi wyraźnie stracić masę i cały balans tonalny zaczyna się zmieniać.
Średnica może wyjaśniać różne opinie o brzmieniu
Najciekawszy jest jednak środek pasma. To właśnie tutaj najłatwiej zrozumieć, dlaczego dwie osoby mogą odebrać DT 30 IE zupełnie inaczej.
Nie są to IEM-y z agresywnie wypchniętą wyższą średnicą. Brzmienie jest raczej spokojne i pozbawione ostrości, dzięki czemu można długo pracować bez zmęczenia. Z drugiej strony taki charakter może przez część osób zostać odebrany jako zbyt płaski czy mało efektowny.
U nas dokładnie tak to wyglądało. Jeden z realizatorów zwracał uwagę na dość zachowawcze, mało angażujące strojenie, podczas gdy drugi bardzo wysoko ocenił selektywność i łatwość wychwytywania poszczególnych elementów miksu.
Nie musi to zresztą oznaczać sprzeczności. Monitor może nie robić dużego pierwszego wrażenia tonalnego, a jednocześnie dobrze porządkować instrumenty i pozwalać łatwo śledzić to, co dzieje się w miksie.
Dochodzi do tego sama konstrukcja dokanałowa. Głębokość osadzenia, rodzaj końcówki i anatomia ucha potrafią tutaj zmienić odbiór średnicy oraz góry znacznie bardziej niż w klasycznych słuchawkach nausznych.
Selektywność jest dobra, ale są granice
Po prawidłowym dopasowaniu DT 30 IE potrafią bardzo dobrze pokazać strukturę miksu. Poszczególne instrumenty mają swoje miejsce, transjenty pozostają czytelne, a lokalizacja źródeł jest wystarczająco precyzyjna, żeby bez problemu odnaleźć się w typowym miksie scenicznym.
Nie oczekiwalibyśmy jednak poziomu rozdzielczości charakterystycznego dla znacznie droższych, wieloprzetwornikowych konstrukcji. Przy bardziej rozbudowanym i gęstym materiale zaczyna być słychać, że drobne informacje w górze oraz najsubtelniejsze różnice pomiędzy poszczególnymi źródłami nie są prezentowane z laboratoryjną dokładnością.
I chyba właśnie tutaj przebiega granica tego modelu.
DT 30 IE bardzo dobrze pokazują, co dzieje się w miksie, ale nie próbują być dźwiękowym mikroskopem. W zastosowaniach scenicznych wcale nie musi być to wada.
Jedenaście milimetrów zamiast wyścigu na liczbę przetworników
W środku znajduje się jeden 11-milimetrowy przetwornik dynamiczny. Pasmo według producenta wynosi 5 Hz–20 kHz, impedancja 18 Ω, a maksymalny SPL 137 dB.
W czasach, gdy w opisach IEM-ów można znaleźć kilka czy nawet kilkanaście przetworników na stronę, pojedynczy driver może wyglądać skromnie. Sama liczba przetworników nie mówi jednak wiele o jakości monitora. Dobrze zestrojony pojedynczy driver może być znacznie bardziej spójny niż źle zaprojektowana konstrukcja wielodrożna.
W DT 30 IE największą zaletą takiego podejścia jest właśnie spójność. Nie mamy wrażenia, że bas, średnica i góra należą do trzech różnych słuchawek.
Plastikowe, ale przygotowane do sceny
Obudowy są transparentne i niewielkie. Wizualnie mogą się podobać, ale w dotyku nie sprawiają szczególnie luksusowego wrażenia ze względu na lekkie plastikowe obudowy.
Nie mylilibyśmy jednak wyglądu z trwałością.
Przewód ma 1,4 m, jest wzmacniany Kevlarem i, co najważniejsze, można go odłączyć dzięki standardowym złączom MMCX. Jeśli kabel po kilkuset koncertach odmówi współpracy, nie trzeba wymieniać całych monitorów.
Do tego dochodzi IP54, czyli certyfikowana odporność na pył i zachlapanie. Na papierze nie jest to może najbardziej efektowna funkcja DT 30 IE, ale pot, wilgoć i kurz są znacznie bardziej realnym problemem scenicznym niż wygląd obudowy.
W pudełku znajdziemy również etui, zapasowe filtry przeciwwoskowinowe oraz komplet silikonowych i piankowych końcówek.
Dla kogo są DT 30 IE?
Przede wszystkim dla muzyka, który chce wejść w prawdziwy monitoring dokanałowy bez wydawania kilku tysięcy złotych.
Wokalista dostaje dobrą izolację i czytelny środek. Gitarzysta – szybki, bezpośredni odsłuch. Basista i perkusista – odpowiednio mocny, ale nieprzesadzony dół. Z kolei realizator może traktować je jako wygodny odsłuch roboczy czy zapasową parę, choć do krytycznej oceny miksu wybralibyśmy raczej bardziej analityczny model.
Werdykt
Za 529 zł beyerdynamic DT 30 IE są bardzo dobrze przemyślanym narzędziem scenicznym.
Najmniej wątpliwości mamy co do ergonomii. Są lekkie, wygodne, dobrze trzymają się w uszach, oferują bardzo dobrą izolację, wymienny przewód MMCX i odporność IP54. To zestaw cech, który faktycznie ma znaczenie podczas regularnej pracy, a nie tylko dobrze wygląda w tabeli.
Brzmieniowo sprawa jest ciekawsza.
Nie nazwalibyśmy ich bez zastrzeżeń idealnie neutralnymi. Jedna osoba w naszej redakcji odebrała je jako dość płaskie, druga jako bardzo selektywne i naprawdę dobre. Po przejrzeniu niezależnych testów okazuje się, że podobny rozrzut opinii pojawia się także gdzie indziej.
I być może to najlepszy powód, żeby przed zakupem, jeśli tylko jest taka możliwość, po prostu ich posłuchać.
Bo DT 30 IE nie są słuchawkami, które próbują zrobić wielkie pierwsze wrażenie przesadzonym basem czy agresywną górą. To przede wszystkim lekkie, wygodne i skuteczne narzędzie do słyszenia tego, co dzieje się w miksie.
A za 529 zł trudno oczekiwać od scenicznego IEM-u znacznie więcej.
Plusy
- bardzo wysoki komfort i niska masa,
- skuteczna izolacja po właściwym dobraniu tipsów,
- dobra czytelność i szybki charakter,
- kontrolowany, wystarczająco głęboki bas,
- wymienny kabel MMCX,
- przewód wzmacniany Kevlarem,
- IP54,
- silikonowe i piankowe końcówki w zestawie,
- bardzo dobre wyposażenie jak na cenę.
Minusy
- odbiór brzmienia może być mocno zależny od użytkownika i dopasowania,
- góra nie każdemu zapewni wystarczającą ilość informacji w bardzo gęstym miksie,
Najważniejsze dane
Przetwornik: dynamiczny, 11 mm
Pasmo: 5 Hz–20 kHz
Impedancja: 18 Ω
Maks. SPL: 137 dB
Izolacja: do 39 dB
Masa: 2,7 g na słuchawkę
Przewód: 1,4 m, Kevlar, odłączany MMCX
Odporność: IP54
Cena: 529 zł
Więcej szczegółów: https://global.beyerdynamic.com


























