Sprzętowy Hi-End, czyli moment kiedy zaczynamy przeginać…!

0

Pojecie Hi-End’u jest tak szerokie, że trudno było zabrać się do tego jakże ważnego tematu. Bo czym jest Hi-End? Ceną? Jakością? A może stosunkiem jednego i drugiego do rzeczywistych potrzeb? Podejdźmy zatem do tematu nie tylko z punktu widzenia sprzętu Hi-Fi!

Już któryś raz z kolei mam wrażenie, że część tematów i problemów natury muzycznej ściśle związanych jest z pieniędzmi. Jasne… sprzęt Hi-Fi nie jest tanią rozrywką. Z drugiej zaś strony tanie, najczęściej oznacza “kiepskie”. Jednak w życiu każdego zapalonego muzyka, audiofila czy realizatora przychodzi moment, w którym należy odpowiedzieć sobie na pytanie – czy warto ładować się w ten sprzęt? Czy aby na pewno dobrze go wykorzystam? I w końcu, czy ten sprzęt jest dla mnie?

Na pierwszy ogień postanowiłem rzucić kompozytorów. Tych współczesnych, czyli artystów korzystających nie tylko z wiedzy muzycznej, ale i smykałki technicznej i komputerowego hobby.

Współczesne komponowanie

Wyglądające jak pół pałacu studio, wypchane po brzegi najrozmaitszym sprzętem. Czy tego właśnie potrzebujesz? Prywatne studio Hansa Zimmera

Nie da się zaprzeczyć, że współczesne podejście do kompozycji najczęściej wiąże się ze stertą samplerów, komputerami i innymi studyjnymi sprzętami.
Patrząc na największe sławy muzyki filmowej, takie jak Hans Zimmer, James Horner czy wreszcie John Williams, który jako wymierający gatunek w zasadzie nie czerpie z elektroniki, można dojść do niezaprzeczalnego i w tym przypadku wniosku, że sprzęt nie czyni kompozytorem.

Ile zatem potrzebujesz jako kompozytor?
Instrument klawiszowy, komputer do zapisu nutowego (chyba że poradzisz sobie z napisem ręcznym). I to w zasadzie wszystko. Kompozytorzy mający na wyposażeniu takie studia jak chociażby Zimmer, to osoby najczęściej z ogromną bazą biznesową, czerpiącą zyski nie z samej kompozycji, ale i z produkcji końcowej dzieła. Warto jednak wiedzieć, że wszyscy zaczynali z ołówkiem w ręku, kartką papieru i pianinem, nierzadko mocno rozstrojonym, gdyż warunki pracy bywały ciężkie.

Muzyk – pianista, gitarzysta, perkusista

Marzenie ściętej głowy. ESP Snakebyte. Bagatela jakieś 11000 PLN.

Ta część muzycznej społeczności jest drugą, tuż po kompozytorach, cierpiącą na przerost ambicji konsumenckich do rzeczywistych potrzeb.
I tak, ja sam, marzę o gitarze za, bagatela, 12000 PLN wiedząc, że nigdy to cudo nie zazna szczęścia występu na scenie bądź nawet w studio nagraniowym. Wisiała będzie na ścianie, a ja jako dumny posiadacz głowił się będę, jak to cholerstwo spłacić?

Gitarzyści nader często pakują się w zakupy kompletnie niepotrzebne im do pracy czy realizacji swojego hobby. Instrumenty warte kilka tysięcy można jeszcze wytłumaczyć. Jednak kupowanie zestawów perkusyjnych do swojej piwnicy, w której rzeźbisz technikę gry…? Już niekoniecznie. Bo tak naprawdę kiedy wykorzystasz każdy z elementów zestawu? Czy podczas całej gry wykorzystasz chociaż 50% zestawu? Zastanów się.

A pianiści… Kupują pianino cyfrowe ze średniej półki cenowej warte jakieś 5000 PLN. Czy będzie ono innym od tego z tą sama klawiaturą (technicznie) lecz pokryte innym drewnem, warte 11000 PLN? Zaznaczam, że nadal mowa o pianinie cyfrowym, nie fortepianie.
Przykładów można mnożyć bez liku. Każdy instrumentalista chce więcej i więcej. Tylko trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie – po co i czy wykorzystacie swoje instrumenty w 00% ich i waszych możliwości?

Sprzęt Hi-Fi

Niestety, ta grupa odbiorców jest najbardziej narażona na wydatki. Nie wiedzieć czemu, dokonała się dziwna moda na sprzęt Hi-Fi z tak ogromnie wysokiej półki, że niejeden audiofil nie jest w stanie w racjonalny sposób wyjaśnić, jak rzeczywiście parametry techniczne kupionego sprzętu wpływają na jakość dźwięku jego zestawu. Dlaczego tak jest?
Mnogość zmiennych i ogrom sprzętu potrzebnego do stworzenia jednego zestawu często kłóci się między sobą. I tak, nie wystarczy mieć świetnych kolumn. Trzeba do tego mieć równie dobry wzmacniacz, odtwarzacz itd. Jednak każde z tych urządzeń robione jest często inną techniką przez innych producentów. A w przypadku sprzętu Hi-Fi, czasami zwykła, z pozoru, drukowana płytka może mieć znaczenie w ocenie końcowej odsłuchu.

Czy zatem każdy powinien dążyć do swojego Hi-End? Bez względu na to, czy będzie to gitara, pianino, czy zestaw odsłuchowy?

Odpowiedź na to pytanie jest prosta. Mierzmy siły na zamiary. Bo czy może być większą głupotą wyposażenie swojego domowego studia nagraniowego w sprzęt rodem z Hollywood? Czy kiedykolwiek zwróci nam się choć ułamek ceny jaką na to wydaliśmy?
Najpierw nauczmy się grać, by móc marzyć o sprzęcie wartym setki tysięcy złotych.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here