TEST: Multiefekt Joyo Gem Box II, czyli duma i uprzedzenie

0

„Efekt Joyo… Przecież tu nawet sama nazwa nie brzmi dobrze…” – pomyślałem kiedy po raz pierwszy wziąłem do ręki nowe urządzenie chińskiego producenta. Nawet nie wiedziałem jak bardzo byłem w błędzie.

Autor nieznany

Na początek mały unboxing…

Kiedy po raz pierwszy otrzymałem propozycję wypróbowania GEM BOX II – nowego produktu Joyo Technology, multiefektu o szerokim wachlarzu zastosowań i nieproporcjonalnie niskiej cenie lekko się skrzywiłem. Z jednej strony wiedziałem, że nowe produkty producenta z Państwa Środka są nieporównywalnie lepsze niż ich pierwsze czy drugie serie stompboxów. Z drugiej jednak strony pozostało uprzedzenie do szeroko pojętej „chińszczyzny” (choć wszyscy wiemy jak niesprawiedliwy to stereotyp, a także to, że niemal wszyscy liczący się producenci produkują w Chinach, może z wyjątkiem kilku high-endowych i butikowych marek).

Jednak marketing działa i magiczna formuła „Designed and engineered in …, assembled in China” odczarowuje „chińskość” danego modelu/marki. A Joyo Technology jest od początku do końca chińskie, firma jest chińska, fabryki są w Chinach, cała inżynieria jest chińska. Ale czy „chińskie” ciągle oznacza gorsze? Czy to, że coś jest tanie automatycznie oznacza, że ustępuje droższym odpowiednikom? Wreszcie, konkretniej czy nowy multiefekt Joyo Gem Box II to w ogóle coś godnego uwagi i czy zdoła zatrzeć złą sławę klanu Gem Box, pozostawioną przez jego poprzednika? Na te i inne pytania spróbujemy odpowiedzieć w poniższym teście.

Na zewnątrz

Po wyjęciu z opakowania Gem Box II sprawia dość pozytywne wrażenie. Ciężkawy, znaczy solidny, znaczy przetrwa trudy podróży. Opływowa, matowa obudowa w kolorze ciemnej stali, forma minimalistyczna. Niewielkie gabaryty, krótki pedał ekspresji – rozmiar przystosowany dla muzyków podróżujących. Można takie coś przenieść w kieszeni plecaka, względnie schować do futerału, co może w dzisiejszych czasach uratować kieszeń – dzięki temu można uniknąć problemu z nadbagażem na lotnisku. Mało guzików – dwa przyciski nożne plus pięć funkcyjnych – i mało pokręteł – dwa potencjometry Value i Mode. No i wspomniany wyżej pedał ekspresji. Z tyłu wejście i wyjście na duży jack, Aux In na mały jack oraz gniazdo zasilacza.

Obudowa wykonana z solidnego tworzywa, więc jak już wspomniałem konstrukcja powinna sporo wytrzymać. Przycinki nożne też nie pozostawiają wątpliwości, że producent naprawdę zadbał o elementy, które najbardziej narażone są na uszkodzenia mechaniczne – chodzą gładko i sprawiają wrażenie, że powinny znaleźć się w jakimś sporo droższym sprzęcie. Podobnie jest z pedałem ekspresji. Znam modele multiefektów, w których zdecydowanie nie należy ich nazywać nożnymi, a najlepiej traktować je w pluszowych rękawiczkach. Tu zaś…

Mamy do czynienia z solidnie wykonanym kontrolerem nożnym działającym na łożyskach, przyjemnym w użyciu, łatwym w opanowaniu i wyczuciu.

No i ekran – niewielki, ale bardzo wyraźny – doskonale się go czyta nawet na stojąco. Światło jakie emituje jest przyjazne dla oka, nie jest rażące, nawet w sytuacjach o niskiej podaży światła, zresztą można zawsze zmniejszyć natężenie oświetlenia. Ekran jest nieco schowany między wysuniętymi ściankami, co dodatkowo go zabezpiecza przed uszkodzeniami mechanicznymi.

Jedyne co potrafi przypomnieć o tym, że jednak mamy do czynienia z półką cenową oscylującą wokół 500 zł to gniazda dużych jacków. Zarówno wejście jak i wyjście podczas aplikowania przewodu gitarowego jakby ociera o wtyczkę. Ja oczywiście wiem, że zawsze tak jest, ale w tym wypadku sprawia to bardzo nieprzyjemne wrażenie. Pozostawia poczucie, że te elementy są bodaj najsłabszym ogniwem konstrukcji Gem Box II. One i zasilacz, ale zasilacz można po prostu wymienić, a z gniazdami jack już tak łatwo nie jest. Może się czepiam, może szukam dziury w całym, ale to pewnie dlatego, że jednak cała konstrukcja jest naprawdę solidna i godna pochwały. Sprawia dużo bardziej pozytywne wrażenie niż niejeden konkurent w cenach do 1000zł. Dlatego mając na uwadze fakt, że Gem Box II kosztuje pięć stówek, muszę się jednak do czegoś czepić 🙂

Joyo Gem Box II kosztuje 500 zł i za tę kwotę otrzymamy urządzenie o bardzo szerokich zastosowaniach.

Wewnątrz

Niech Was nie zmyli nagłówek tego akapitu, nie rozebrałem Gem Boxa na części pierwsze tylko żeby zobaczyć czym jest wypchany. Bardziej chodzi mi o idee, które przyświecały producentom podczas tworzenia procesora. Ścieżka efektów jest bowiem bardzo rzeczowo ułożona, po kolei moduły:
FX => DS => AMP => NS => EQ => MOD => DLY => REV
Wszystko wydaje się zrobione tak, żeby odzwierciedlało kolejność wpinania gratów do pętli efektów. A już samych efektów i możliwości ich ustawień jest tu… no może skończona kombinacja, ale jednocześnie możliwości są tak szerokie, że można mówić o liczbie „niemal nieograniczonej”.

A zatem na pokładzie znajdziemy w module FX: kompresor, phaser, WAH pedal, monkey, drop bit i kilka innych. W DS. (distortion) mamy różne rodzaje boosterów, fuzzów, DS-ów i overdrive’ów. Sekcja AMP to modulacje wzmacniaczy F.Clean, Jazz Clean, Bassman, British 30, British 800, USA Star i USA Black. NS, czyli Noise Gate z jednym tylko ustawieniem Threshold. EQ, czyli wiadomo. Dodam tylko, że jest to klasyczny 3-pasmowy korektor. Następna grupa to MOD, czyli wszelkie modulacyjne efekty. Zatem znajdziemy tu Chorus, Flanger, Phaser (tak, znowu)Tremolo, Vibrato, Stutter (jeden z moich ulubionych) i kilka innych. Pośród Delayów mamy kilka typów: Analog, Digital, Dynamic, Echo i inne. W Reverbach też jest z czego wybierać: Room, Hall, Church a nawet Treverb, czyli dość oryginalne połączenie tremolo i reverbu. Oczywiście nie zabrakło klasycznych Plate i modulacji sprężyny.

Jest to solidnie skonstruowany multiefekt, dobrze działający i przyzwoicie brzmiący jak na tę półkę cenową.

Ponadto na wyposażeniu znajdziemy automat perkusyjny z opcją metronomu (metronom jest średnio pomyślany, jako że przy bardziej złożonym metrum jak dajmy na to 9/8 wyróżnia tylko jedynki. Ale oczywiście dobry muzyk nie powinien mieć z tym kłopotu. Sam automat proponuje różne rytmy od punk rocka po tango i cha-chę, ale nie bardzo odpowiadało mi jego brzmienie, więc nie skorzystałem. Tempo możemy ustawić potencjometrem albo przyciskiem Tap Tempo.

Na wyposażeniu znajdziemy także Looper obsługiwany przyciskami nożnymi. Funkcja działa całkiem sprawnie. Do zapętlenia mamy nawet 180 sekund ścieżki. Bardzo przyjemny dodatek.

Gramy

Od razu zaznaczę, że większość tzw. fabrycznych ustawień można od razu umieścić w koszu. Jedynym rozsądnym wyjściem, jeśli chcemy osiągnąć jakkolwiek akceptowalne brzmienie, jest zdefiniowanie i zapisanie własnych ustawień. Ale taka przecież jest w ogóle idea posiadania multiefektu. Sam proces ustawiania brzmień, dobierania efektów jest dość intuicyjny, trzeba tylko wiedzieć którymi gałkami po co się kręci no i oczywiście zorientować się, że potencjometr Value można wcisnąć. Ja to rozgryzłem w kilka minut bez instrukcji, a nie jestem technologicznym mocarzem. Wniosek: obsługa Gem Boxa II jest dziecinnie prosta.

Do samego brzmienia urządzenia mam różnoraki stosunek, otóż są efekty, gdzie jest naprawdę nieźle – tu na uwagę zasługują modulacje wzmacniaczy, zwłaszcza tych „lżejszych”, kompresor i stutter. Są też takie, gdzie jest nawet nieźle lub nie najgorzej. W tej grupie mamy kilka distortion i overdrive’ów oraz reverby, choć nie wszystkie. Jeśli się przy przesterach trochę pokręci to można osiągnąć przyzwoity efekt. Uwaga! Nie przesadzać z levelem, bo zaczyna strasznie trzeszczeć i w zasadzie z każdego przesteru, czy to overdrive czy distortion robi się FUZZ i to tak nieselektywny, że można odróżnić jeden dźwięk na raz. Dlatego trzeba skręcić level do ok 50% i wtedy dostajemy całkiem przejrzysty sound.

Intuicyjna obsługa, wygoda użytkowania i mnogość opcji czynią z niego naprawdę fajny procesor gitarowy.

Co do overdriveów to lepiej moim zdaniem sprawdzają się modulacje efektów, wystarczy pokręcić gainem i można wydobyć ciekawy crunch, a nawet overdrive. W sekcji DS overdrive’y brzmią nieco bardziej jak distortion, trochę brak im głębi, choć przecież nie można się spodziewać doskonałej przestrzeni w multiefekcie za 500 zł ani porównywać z dedykowanymi stompboxami. No i ostatnia grupa – efekty, które pomijałem. Niestety, moje ucho nie cieszyło się na dźwięk Phasera i Flangera. W tym urządzeniu brzmią one po prostu słabo, ale znowu… 500 zł. Jeśli miałbym porównać do konkurencji z podobnej półki cenowej to w wypadku tych efektów jest podobnie.

No właśnie, czy jest podobnie… Jeżeli miałbym porównywać do konkurencyjnych produktów o podobnym pułapie cenowym, to za punkt odniesienia wziąłbym ZOOM G1Xon (ok 330zł), ZOOM G3Xn (ok 720 zł)… i to w zasadzie tyle, no Bossa ani LINE6 w tej cenie próżno szukać. I na tym polu Joyo nie tylko nie ustępuje konkurencji, ale w wielu miejscach ją przebija choćby konstrukcją, poręcznością czy niektórymi brzmieniami.

Podsumowanie

Na początku owego tekstu padły pewne pytania – o uprzedzenie do „chińszczyzny”, o porównanie do droższych odpowiedników, o złą sławę poprzedniego Gem Boxa… Po kilku dniach zabawy nowym Gem Boxem II stwierdzam, że „chińszczyzna” to słowo, które pasuje co najwyżej do określenia kuchni orientalnej. Inżynierowie Państwa Środka najwyraźniej nie boją się produkować pod własnymi markami i wysuwają coraz ciekawsze propozycje. Nowe serie stompboxów Joyo zbierają całkiem dobre recenzje przy zachowaniu cen w okolicach 100-200zł. Gem Box II też jest tego przykładem. I z całą pewnością zatarł złą sławę swojego poprzednika.

Gem Box II to świetna propozycja dla początkujących gitarzystów, dla tych którzy chcą się pobawić różnymi zabawkami nie wydając przy tym majątku, wreszcie dla tych, którzy potrzebują urządzenia o niewielkich gabarytach i solidnej konstrukcji, czyli często podróżujących muzykach. Należy zaznaczyć, że muzycy aktywnie grający mogą mieć zastrzeżenia do brzmienia niektórych efektów, zatem do często podróżujących warto dodać „gotowych iść na brzmieniowe kompromisy”.

Autor: Marcin Rutkowski

Zalety:

  • Cena!
  • Solidna konstrukcja i niewielkie gabaryty
  • Brzmienia modulacji wzmacniaczy oraz niektóre z grupy distortion
  • Intuicyjna obsługa
  • Zasilanie bateryjne
  • Szeroki wachlarz brzmień

Wady:

  • Gniazda Jack
  • Słabe brzmienia Phaser i Flanger
  • Trzeszczenie przy wysokim poziomie sygnału / głośności

Więcej info:
Producent: www.joyoaudio.com
Dystrybutor: www.fxmusic.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here