Nie zważając na terminy i kopniaki w tyłek przez szefostwo, długo zbierałem się do napisania tego Newsa.
Szaleńcze oddanie Metallice nie pozwoliło mi odwalić byle tekściku z tak porażającą, przynajmniej dla mnie, wiadomością.

Jak już pewnie większość z was wie, panowie zza oceanu postanowili powrócić z wielką, gigantyczną wręcz pompą.
Już niebawem, bo 18 listopada 2016 roku, po ośmiu latach ciszy, wydany zostanie nowy album zespołu…
…zespołu, który wywarł chyba największy wpływ na muzykę ciężką.
Prekursorzy gatunku thrash, w 1983 roku przedstawili nam zupełnie nowe, jak na tamte czasy, szokujące spojrzenie na gatunek zwany Thrash Metalem.

metallica-2016-band

Przez 33 lata Metallica borykała się z niejednym upadkiem.
Moim zdaniem co prawda, więcej zaliczyła wzlotów, ale nie da się zapomnieć o spektakularnych zmianach w zespole.
Ci z was, którzy nader sobie cenią twórczość Hetfielda, Hammetta, Ulricha i … pewnie nie potrafią zapomnieć takich wpadek jak Nothing else Matters, czy wielu utworów z albumów tak  Load, jak i Reload.
Ja nie jestem w stanie bardzo wielu z nich przetrawić i tym samym, w swej szaleńczej miłości do zespołu, skrupulatnie pomijam te właśnie albumy podczas cyklicznych przesłuchań.
Do dnia dzisiejszego również, rozważam nad największą spektakularną zmianą w zespole, jaką było pozbycie się Jasona Newsteda w roku 2001.
Kontrowersje związane z jego odejściem na pewno jeszcze długo będą tematem rozmów fanów zespołu, jednak faktem pozostanie, że Hetfield i Ulrich pozwolili odejść jednemu z najlepszych basistów gatunku, jaki chodził dotychczas po tej ziemi.

jason_gal_pic4

Bas, który brzmi!

Odejście Jasona nie zostało, na szczęście, zmarnowane.
Na jego miejsce do zespołu wszedł Robert Trujillo (jego pełne nazwisko brzmi: Roberto Agustín Miguel Santiago Samuel Trujillo Veracruz).
Facet o niebagatelnej aparycji, dynamice i technice gry na basie.
Ten palczasty gitarzysta nie tylko z basem czyni cuda…
On brzmi!
Naprawdę brzmi mocno i soczyście, nie zwalniając nawet na sekundę.
Ten godny następca Cliffa Burtona i Jasona Newsteda nadal dzierży bas, będąc niezmiennym, od 2003 roku, członkiem Metallica.

Robert-Trujillo-robert-trujillo-29157602-1136-1600

“Do brzegu, panie redaktorze”

Tak bardzo zajarany wiadomością o nowym albumie kompletnie zapomniałem, że czekacie pewnie na to, o czym ten artykuł ma prawić.

Hardwired…To Self-Destruct to jakby odświeżenie.
To powrót do korzeni nie tylko gatunku samego w sobie, ale i pierwotnej twórczości zespołu.
Gdy włączyłem dostępny już na YouTube singiel zapowiadający nową płytę, niemal rozerwało mnie od środka.
Wystukując nogą narastający rytm Hardwired, w głowie łomotały mi wszystkie te stare dźwięki, sięgające końca ubiegłego stulecia.
Mocne, drażniące wręcz brzmienie gitary Hammetta, zapowiada już od samego początku coś, co trudno jest wyrazić słowami.
Nie znam wyrazów, które mogłyby opisać to uczucie pojawiające się po wsłuchaniu początkowych taktów utworu.
Jedynie to solo, zamieszczone gdzieś pośrodku kawałka, wydaje się być zbyt delikatne, zbyt odbiegające od klimatu, który z taką pieczołowitością wciśnięto nam w uszy.

Wideo singla zdaje się nam przypominać, że brzmiące w słuchawkach dźwięki wcale nie należą do grupy podrostków, a już naprawdę dojrzałych mężczyzn, mających na karku grubo ponad pięćdziesiątkę.

Tekst Hardwired ciężko interpretować.
Jest raczej prosty, chwilami nawet banalny.
Jednak śmiem doszukiwać się w nim czegoś więcej, aniżeli kilku przekleństw w refrenie.
Tak czy owak, Hardwired to nie pioseneczka z pocałunkami i mizianiem swej ukochanej, ubranej w bikini na jednej z plaż Miami.
Raczej surowy, przedstawiający przerąbaną (wybaczcie) sytuację, w jakiej niejednokrotnie każdy z nas się znajduje.

Dopłynąć do brzegu…

Czy Metallica stworzy jeszcze coś więcej niż Master Of Puppets czy Kill ‘Em All?
Śmiem wątpić.
Sądzę raczej, że Hardwired…To Self-Destruct, może być ostatnim albumem w poszukiwaniach zespołu Metallica.
Hetfield, Ulrich, Hammett i Trujillo, stworzyli już wystarczająco wiele.
Dali nam gigantyczną dawkę emocji, kunsztu gitarowego i wspaniałej zabawy z muzyką ciężką.
Jeśli zatem 18 listopada ukaże się ostatni album Metallica, to będę dumny z faktu, że całą ich twórczość udało mi się ogarnąć w jednym swoim życiu.
Przyszłość jednak pokaże, czy będziemy dumni z naszych amerykańskich bogów metalu, czy raczej utwory z nowej płyty będziemy bez skrupułów odsłuchiwać za pomocą przeglądarek internetowych, zamiast kupować je na krążkach.

Jako odwieczny i oddany fan Metallica, mogę powiedzieć jedno – Hardwired…To Self-Destruct zapowiada się niebagatelnie!
Wręcz porażająco przybliża nam to, co ma się zdarzyć już za niespełna trzy miesiące.

lars-ulrich-robert-trujillo-james-hetfield-kirk-ha

Szczegóły

Z premedytacją, drodzy czytelnicy, nie zamieszczam w tym tekście tzw. parametrów wydania nowego albumu.
Nie chcę sprowadzać tej wiadomości do miana Newsa i nie ukrywam, że liczę na waszą niekończącą się wyrozumiałość.
Szefa mego natomiast proszę o przygotowanie konkursu, w którym niebawem jakiś szczęściarz będzie miał szansę wygrać jeszcze ciepłe, premierowe wydanie albumu Hardwired…To Self-Destruct zespołu Metallica.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here